TWORZYMY POZYTYWNE RELACJE I SZCZĘŚLIWY DOM !
facebook
instagram6
pinterest
bloglovin
 

Czego nie wiesz o marnowaniu produktów mlecznych

Pamiętacie co Was najbardziej wkurzało w podstawówce? Albo czego jako dzieci, czy nawet teraz, jako dorośli, nie potrafiliście zrozumieć?
To co mnie okropnie wkurzało to soczki w kartonikach. Dyrekcja zarządziła, że dzieci tylko w takim opakowaniu mogą przynosić napoje do szkoły. I nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że nauczyciele zabraniali nam trzymania na biurku czegokolwiek innego – jak piórnik i podręcznik, z którego właśnie korzystamy. O żadnych napojach nie było mowy! One rozpraszają naszą uwagę. O piciu na lekcji już nie wspominając.
Zdarzali się nauczyciele, którzy potrafili zabrać dziecku niewypity do końca soczek stojący na biurku – i wyrzucić go do kosza!

Obecnie w niektórych szkołach nauczyciele rozdają właśnie w takim kartoniku ze słomką mleko. U mnie w szkole też je rozdawali. A czy wiecie ile nabiału marnuje się rocznie w Polsce? I ilu ludzi można by było nim wykarmić?!

marnowanie mleka, marnowanie produktów mlecznych, marnowanie żywności, marnotrawstwo żywości, marnotrawstwo produktów mlecznych

Trafiłam na badania z 2014 roku, w których sprawdzano straty produktów mlecznych (mleko, jogurty, itp) w 117 sklepach. To jest takieś 0,1% wszystkich sklepów w Polsce. Badania wykazały, że w tych obiektach, w sumie, zmarnowano 3650 kg produktów o łącznej wartości kalorycznej 4 077 343 kcal!
Można zatem założyć, że we wszystkich sklepach, łącznie, marnuje się 3,5 miliarda kcal.

Przyjmując, że osoba dorosła w ciągu dnia potrzebuje spożyć ok 2448 kcal – to z tych wszystkich zmarnowanych, wyrzuconych do śmieci 3,5 miliarda kcal można by pokryć dzienne zapotrzebowanie energetyczne  3 917 osób!


Szokujące, prawda?

A teraz wyobraźcie sobie, że sklepy “produkują” najmniejsze straty żywności. Raptem 5% wszystkich powstających strat pochodzi ze sklepów.

Najwięcej żywności marnujemy my – ludzie, konsumenci – we własnych domach.
Szacuje się, że rocznie, każdy człowiek wyrzuca do śmieci około 76 kg jedzenia.
Gospodarstwa domowe wyrzucają co roku 38 mln ton żywności do kosza, co stanowi (uwaga!) 47% wszystkich strat.

Drugim sektorem, w którym marnuje się najwięcej żywności są jej producenci. To są między innymi “odpady”, z których “nic się nie da zrobić”, które nie pasują do wymogów, standardów, nie spełniają oczekiwań nas – potencjalnych klientów.
W sumie producenci żywności marnują rocznie 35 mln ton żywności.

Badania z 2014 roku (sprzed 3 lat) wykazały, że każdej nocy co 8 człowiek zasypia z uczuciem głodu. Szacuje się, że w krajach rozwijających się co 6 sekund umiera z głodu jedno dziecko poniżej 5 roku życia. W ciągu godziny z głodu umiera 600 dzieci.

To straszne biorąc pod uwagę, że (szacuje się) rocznie produkuje się tyle żywności, że można by pokryć dwukrotnie zapotrzebowanie żywnościowe świata. Wszystkich ludzi!

Kiedy pierwszy raz przeczytałam te wyniki badań, zobaczyłam liczby – byłam w szoku! Na co dzień nie widzimy, nie zdajemy sobie sprawy ile jedzenia wyrzucamy do kosza. A to zgniło nam jabłko, jogurt jest już po dacie ważności, a ten sok stoi otwarty już nie wiemy jak długo. I wylewamy. Wyrzucamy.

A  wystarczyło kupić mniej. Kupić tylko to na co mamy ochotę.

Zdawaliście sobie sprawę z tych liczb? Z tego jak wielki problem stanowi marnowanie żywności w Polsce i na świecie?

Latest comments
  • Pracowałam kiedyś w burgerowni. Co kilka dni przyjeżdżał pan rolnik u zabierał stare bułki dla kur.

  • Jeszcze wiele wody upłynie w Wiśle, a tym bardziej w Amazonce zanim ludzie zrozumieją, że nie tędy droga. Obfitość produktów na rynku i ich dostępność sprawia, że często kupujący nabywają za dużo produktów, jak i producenci wypuszczają ich znacznie więcej licząc na potencjalnych konsumentów. To tworzy zamknięte koło.

    • To z producentem raczej tak nie działa. Nie wyprodukujesz więcej “w nadziei”. Raczej kupisz więcej od producenta w nadziei że uda ci sie na tym zarobic.

      Sa tez sieci ktore tak dbaja o jakosc swoich produktow ze miesiąc a nawet trzy miesiace przed koncem ważności produktu juz sxiagaja go z półek!

  • Czasem muszę wyrzucić, ale nie dlatego, że ja coś uchybiłam (chociaż nie powiem, zdarza mi się nie zauważyć, że lodówka ma też “tyły”), ale bywało nawet tak, że w miejscu dziurki w jogurcie sprzedawca naklejał cenę, ja kupowałam taki i wyrzucałam na drugi dzień, bo aż napuchł. Za to w szkole moich dzieci jest kosz na np. śniadanie, którego dziś nikt nie chce, jabłko czy ten karton z mlekiem. Zawsze znajdzie się ktoś, kto się tym poczęstuje. A resztki zabiera rolnik dla trzody chlewnej.

    • Genialne rozwiazanie w szkole! Super to rozwiazali!

      A co do sprzedawcow…no niestety to JEST bardzo czeste zwlaszcza w malych sklepach… .

  • Mnie też to przeraża, że ludzie kupują na masę a potem połowę wyrzucają. Bo ich stać, bo “na wszelki wypadek”, bo coś-tam. Podobno najczęściej tak robią młodzi managerowie (pracownicy korpo, te klimaty), bo żyją szybko, zachłysnęli się bogactwem, więc biorą jak leci, ale zapominają, że co kilka dni kupują jedzenia na tydzień na całej rodziny a mieszkają sami.

    Była kilka lat temu akcja o niekupowaniu na zapas, ale chyba nie dała skutku.

    Ja sam byłem wychowany w szacunku dla żywności i zawsze zjadam wszytko, nawet gdy nie jestem specjalnie głodny. Po prostu nie mogę patrzeć na to, gdy reszta jedzenia idzie do kosza. Nie raz miałem scysje z żoną na ten temat – przez tydzień nakładała mi mniej a potem znowu. Na szczęście dotyczy to tylko niedzielnych obiadów 🙂

    • Nawet nie słyszałam o tej akcji… . Jednorazówki myślę niewiele dadzą. O tym trzeba cyklicznie powtarzać aż człowiek zapamięta i zrozumie.

      O, to u nas jest tak, że każdy nakłada sobie sam tyle ile zje. Największy problem z marnoaniem jedzenia mieliśmy jak poszliśmy na swoje. Musieliśmy przestawić się z kupowania dla wielu – na kupowanie dla dwojga. Teraz na zakupy jeździmy codziennie lub co drugi dzień.

  • Ja staram się kupować na bieżąco, ale i tak czasem coś przestrzelę niestety.

  • Masz stuprocentową rację. Wydaje mi się, że zmianie myślenia powinna towarzyszyć także zmiana nawyków zakupowych na przykład związanych z tym żeby nie iść na głodniaka do sklepu. Takie subtelne modyfikacje przyzwyczajeń sprawiają że łatwiej kupić tylko to, czego aktualnie potrzebujemy.

  • Świetnie że poruszasz taki temat bo rzeczywiście problem jest ogromny. Niestety soczki w kartonikach to tylko kawałek tego problemu ale rzeczywiście ma on znaczenie w skali szkoły. Ogółem biorąc pod uwagę szkoły to niedojadanie przez dzieci kanapek które ładują w koszu bo przerwa za krótka czy zostawienie połowy obiadu bo właśnie nie zdążyli również mogło by trafic na listę. Obawiam się jednak, patrząc Po znajomych, że problem głównie tkwi w mentalności ludzi i ich potrzebie posiadania pełnej lodówki. Bo nie wiedzą co będą gotować, bo nie wiedzą na co będą mieć ochotę itd. U nas problem się rozwiązał odkąd mamy tygodniowe Menu i zakupy robimy pod nie. Czasem zdarzy się mieć ochotę na inny obiad, więc cały Menu przesuwa się i jeden dzień, ale dzięki temu prawie nic się nie marnuje

    • My zakupy obiadowe robimy codziennie, co drugi dzien. Kupujemy tyle i to co faktycznie chcemy dzis zjeść.

      Problem (jesli chodzi o szkoly) tkwi też w rodzicach. Pamiętam że u mnie w szkole dzieci wolały wyrzucić kanapkę do śmieci niż słuchać ględzenia mamy “znowu nie zjadłeś, znowu przynosisz”.

A Ty co sądzisz?