TWORZYMY POZYTYWNE RELACJE W MAŁŻEŃSTWIE!
 

Czym się różni „zwykły związek” od małżeństwa w chwilach zwątpienia

Wiecie co mnie wkurza w Internetach, ale i w takim realnym życiu? Złote rady. Złote rady, nie zawsze proszone,niby wynikające z dobrych chęci, które mają nas przestrzec przed łzami, cierpieniem, rozczarowaniem i (przede wszystkim?) straconym czasem.

dbam bo kocham mynaswoimCzym się różni „zwykły związek” od małżeństwa w chwilach zwątpienia

Kiedy wiążemy się z kimś, bez względu czy tylko randkujemy, czy jesteśmy już małżeństwem, to wiążemy się z nim z jakiegoś powodu. Musiało wydarzyć się coś takiego, tak musiały potoczyć się nasze rozmowy, że nieśmiało poszliśmy o krok dalej. Udając, że nie wiemy o co chodzi, że to niechcący, przypadkowo – złapaliśmy się za ręce. Zaciskając mocno usta, uśmiechając się niepewnie od ucha do ucha, popatrzyliśmy na siebie i ścisnęliśmy dłonie bardziej. Jesteśmy razem.
Serce bije szybciej, radość rozpiera coraz bardziej i bardziej, a w serduszku czujemy jakbyśmy unosili się milion kilometrów nad ziemią!
I w końcu przychodzi on! Kryzys! Chwila, w której jedno kocha bardziej, a drugiej nie wie co czuje. Jedno chce by wszystko było jak dawniej, gdy drugie potrzebuje odpocząć, potrzebuje przestrzeni. Jedno widzi w nim cały świat, a drugie widzi radość w poznawaniu nowych ludzi, graniu na komputerze, wyjściach do pabu.
Kryzysy wynikają z mnóstwa przyczyn. To może być zmiana środowiska i jego zły wpływ. To może być kłótnia z bliską osobą z rodziny. To może być strata kogoś, strata pracy, zawalenie roku i świadomość rozczarowania jakie się przyniosło. To mogło być nasze nieobliczalne zachowanie, które nas samych wprawiło w depresje, w „nie poznaję siebie, nie wiem co się ze mną dzieje”.

Jednak, nie każde odizolowanie się od partnera musi oznaczać brak miłości. To może być zwykłe „zgubiłem się, nie radzę sobie i robię wszystko – by o tym nie myśleć”.

Kochając najmocniej jak to możliwe chcemy ratować związek. W rozpaczy, błądząc po omacku pytamy znajomych i obcych, prosimy o pomoc w odnalezieniu inspirującego filmiku, piosenki, książki, która pozwoli nam zrozumieć.
I zawsze znajdzie się grono osób, która powie – „odpuść, nie warto. Nie zmusisz nikogo do miłości”.
Faktycznie. Do miłości nikogo nie zmuszę. Gdy podejdę do obcego faceta w supermarkecie i powiem: masz mnie kochać!! – on zapewne parskie śmiechem lub, co poważniejszy, zdębieje, ale tego nie powie.
Ale skoro jestem w związku, nawet, jeśli ten związek ledwo dyszy – to ja nie chcę nikogo do miłości zmuszać. Ja chcę (spróbować) przywrócić to co było. Chcę spróbować zrozumieć co się dzieje, chce pomóc się odnaleźć.
Wkurzają mnie te wszystkie rady „odpuść, bo wy to nawet małżeństwem nie jesteście”. Ostatnio usłyszałam, że właśnie po to ludzie żyją ze sobą bez ślubu, aby w razie co zerwać. Bo to nie jest małżeństwo by trzeba było walczyć i szukać sposobów.
No nóż w kieszeni mi się otwiera! A bo żadne małżeństwo nie zaczęło się od nieśmiałego styku dłoni, od głębokiego spojrzenia w oczy.
Skoro z kimś się związałam, to znaczy, że coś mnie w tej osobie urzekło. Ma w sobie to, co cenię, co daje mi poczucie szczęścia, bezpieczeństwa, ukojenie. Skoro z kimś jestem, znaczy, że wiem jak dużo ta osoba jest warta! To znaczy, że wiem, kim ta osoba jest, nawet jak ona o tym zapomni.
Ta cała pewność, świadomość wartości drugiej osoby zawsze powstaje przed ślubem; nigdy po!
Ślub nie jest żadną granicą rozdzielającą, kiedy powinniśmy walczyć o związek, a kiedy powinniśmy odpuścić!
Ps. Czy to nie śmieszne, że te wszystkie rady z Internetowych for, typu odpuść, nie warto mówią osoby, które nawet nas na oczy nie widziały, którym jesteśmy obojętni? Które nie wiedzą o nas, naszym partnerze nic? Nie wiedzą jakie mamy doświadczenia, problemy, staż, nawet nie wiedzą czy mamy dzieci?
Nie wiedzą NIC, ale dla naszego dobra radzą – odpuść, nie warto.
Ps. W takich chwilach przychodzi mi na myśl tylko jedno: jeden wulgaryzm, który sprawi, że będziesz szczęśliwsza… .
/Wpis powstał w ramach akcji #dbambokocham zorganizowanej przez Dagmarę i Magdę