TWORZYMY POZYTYWNE RELACJE W MAŁŻEŃSTWIE!
facebook
instagram6
pinterest
bloglovin
 

Czym się różni “zwykły związek” od małżeństwa w chwilach zwątpienia

Wiecie co mnie wkurza w Internetach, ale i w takim realnym życiu? Złote rady. Złote rady, nie zawsze proszone,niby wynikające z dobrych chęci, które mają nas przestrzec przed łzami, cierpieniem, rozczarowaniem i (przede wszystkim?) straconym czasem.

dbam bo kocham mynaswoimCzym się różni “zwykły związek” od małżeństwa w chwilach zwątpienia

Kiedy wiążemy się z kimś, bez względu czy tylko randkujemy, czy jesteśmy już małżeństwem, to wiążemy się z nim z jakiegoś powodu. Musiało wydarzyć się coś takiego, tak musiały potoczyć się nasze rozmowy, że nieśmiało poszliśmy o krok dalej. Udając, że nie wiemy o co chodzi, że to niechcący, przypadkowo – złapaliśmy się za ręce. Zaciskając mocno usta, uśmiechając się niepewnie od ucha do ucha, popatrzyliśmy na siebie i ścisnęliśmy dłonie bardziej. Jesteśmy razem.
Serce bije szybciej, radość rozpiera coraz bardziej i bardziej, a w serduszku czujemy jakbyśmy unosili się milion kilometrów nad ziemią!
I w końcu przychodzi on! Kryzys! Chwila, w której jedno kocha bardziej, a drugiej nie wie co czuje. Jedno chce by wszystko było jak dawniej, gdy drugie potrzebuje odpocząć, potrzebuje przestrzeni. Jedno widzi w nim cały świat, a drugie widzi radość w poznawaniu nowych ludzi, graniu na komputerze, wyjściach do pabu.
Kryzysy wynikają z mnóstwa przyczyn. To może być zmiana środowiska i jego zły wpływ. To może być kłótnia z bliską osobą z rodziny. To może być strata kogoś, strata pracy, zawalenie roku i świadomość rozczarowania jakie się przyniosło. To mogło być nasze nieobliczalne zachowanie, które nas samych wprawiło w depresje, w “nie poznaję siebie, nie wiem co się ze mną dzieje”.

Jednak, nie każde odizolowanie się od partnera musi oznaczać brak miłości. To może być zwykłe “zgubiłem się, nie radzę sobie i robię wszystko – by o tym nie myśleć”.

Kochając najmocniej jak to możliwe chcemy ratować związek. W rozpaczy, błądząc po omacku pytamy znajomych i obcych, prosimy o pomoc w odnalezieniu inspirującego filmiku, piosenki, książki, która pozwoli nam zrozumieć.
I zawsze znajdzie się grono osób, która powie – “odpuść, nie warto. Nie zmusisz nikogo do miłości”.
Faktycznie. Do miłości nikogo nie zmuszę. Gdy podejdę do obcego faceta w supermarkecie i powiem: masz mnie kochać!! – on zapewne parskie śmiechem lub, co poważniejszy, zdębieje, ale tego nie powie.
Ale skoro jestem w związku, nawet, jeśli ten związek ledwo dyszy – to ja nie chcę nikogo do miłości zmuszać. Ja chcę (spróbować) przywrócić to co było. Chcę spróbować zrozumieć co się dzieje, chce pomóc się odnaleźć.
Wkurzają mnie te wszystkie rady “odpuść, bo wy to nawet małżeństwem nie jesteście”. Ostatnio usłyszałam, że właśnie po to ludzie żyją ze sobą bez ślubu, aby w razie co zerwać. Bo to nie jest małżeństwo by trzeba było walczyć i szukać sposobów.
No nóż w kieszeni mi się otwiera! A bo żadne małżeństwo nie zaczęło się od nieśmiałego styku dłoni, od głębokiego spojrzenia w oczy.
Skoro z kimś się związałam, to znaczy, że coś mnie w tej osobie urzekło. Ma w sobie to, co cenię, co daje mi poczucie szczęścia, bezpieczeństwa, ukojenie. Skoro z kimś jestem, znaczy, że wiem jak dużo ta osoba jest warta! To znaczy, że wiem, kim ta osoba jest, nawet jak ona o tym zapomni.
Ta cała pewność, świadomość wartości drugiej osoby zawsze powstaje przed ślubem; nigdy po!
Ślub nie jest żadną granicą rozdzielającą, kiedy powinniśmy walczyć o związek, a kiedy powinniśmy odpuścić!
Ps. Czy to nie śmieszne, że te wszystkie rady z Internetowych for, typu odpuść, nie warto mówią osoby, które nawet nas na oczy nie widziały, którym jesteśmy obojętni? Które nie wiedzą o nas, naszym partnerze nic? Nie wiedzą jakie mamy doświadczenia, problemy, staż, nawet nie wiedzą czy mamy dzieci?
Nie wiedzą NIC, ale dla naszego dobra radzą – odpuść, nie warto.
Ps. W takich chwilach przychodzi mi na myśl tylko jedno: jeden wulgaryzm, który sprawi, że będziesz szczęśliwsza… .
/Wpis powstał w ramach akcji #dbambokocham zorganizowanej przez Dagmarę i Magdę
Latest comments
  • Myślę, że zawsze warto walczyć aczkolwiek na pewno są takie sytuacje że już nic nie pomaga

  • Wiesz, z jednej strony tyle się mówi o tym, że teraz jest jakoś łatwiej, bo kiedyś ludzie wiązali się ze sobą i trzymali kurczowo, bo to nie wypadało się rozwieść czy rozstać, bo to dzieci, bo to pieniądze… No i faktycznie, mamy prawo wyboru, wpływ na to, co robimy i z kim żyjemy, ale zauważyłam, że czasem to jest takie naturalne. Wymiana partnerów jak worek na śmieci. Zamiast rozwiązywać problemy, my je wyrzucamy przez okno i zamykamy najszczelniej jak się da. Po prostu łatwiej odpuścić niż dać coś z siebie. Smutne.

    • Jak tak mówisz to skojarzyło mi się, że w sumie teraz to i związki dopadł konsumpcjonizm.
      Kurtka się przedarła? Do wymiany.
      Talerz ma uszczerbek? Do wywalenia.
      Facet na 3 randce się nie oświadczył? Do wymiany.
      Mąż zapomniał o rocznicy? Odejdź od niego – nie kocha.

  • Może te osoby wyrabiają zdanie na podstawie tego co piszesz i wynika stąd ,że mówią lepiej odpuść, oni zachowują dystans i być może lepiej widzą…

    • Tylko czy można komukolwiek doradzać taką rzecz (jak np “Zerwij z nim, będzie tylko gorzej”) po przeczytaniu kilku zdań i to… nie obiektywnych, a raczej pod wpływem emocji?
      Czy ktoś kto o nas nic nie wie może w ogóle odradzać nam związek?

  • Ciekawe spostrzeżenia, a Internet to dla mnie ostatni doradca

  • Ciężko jest doradzac komus kogo sie nie zna. Duzo w internecie jest porad ale nikt nie jest na naszym miejscu, nikt nie zna calej naszej historii. Radzenie komukolwiek jest trudne, aleni odwazne. To branie po trochu odppwiedzialnosci zankogos.

  • Wiesz… Zauważyłam, że żyjemy w takim wieku, że to nasze – nowe pokolenie zwyczajnie nie potrafi coraz częściej ze sobą rozmawiać, a większość problemow jakie pojawiają się w związku wolą zakończyć rozstaniem zamiast rozmawiać i próbować je rozwiązać. Może się mylę… Kto wie… jednak to dziwne, że nasi dziadkowie – kompletnie inne pokolenie, inaczej wychowane, znające inne wartości, lepsze wartości – przeżywa piękne chwile w 40 latach małżeństwa, 50 i dalej o ile starczy im zdrowia i życia. łatwiej powiedzieć jest teraz odpuść niż wziąć się w garść, szczerze porozmawiać i powiedzieć ‘walczmy’.
    nie ukrywajmy, że wiele osób tworzących związki niby udane, nadal używa stwierdzeń ‘moje’ ‘twoje’ , a moim zdaniem to powinno brzmieć ‘nasze’ ‘my mamy’.

    Ogólnie bardzo podoba mi się akcja Dagmary i Magdy.

    • Cos bardzo podobnego pisalam tu 💚http://mynaswoim.pl/dlaczego-nasi-dziadkowie-nie-brali-rozwodow/

  • Ja zauważyłam, że mi z wiekiem coraz trudniej przychodzi jakiekolwiek radzenie komukolwiek. Po prostu wysłuchuje i nie daje rad. Nie chcę, nie umiem, trochę się obawiam, że jednak to zbyt duża odpowiedzialność wziąć na siebie czyjąś decyzję.

    Czasem naprawdę bardzo chciałabym komuś pomóc, ale… nie umiem. 🙁 Bo nie jestem na miejscu tej osoby i ja mogę jej powiedzieć, co ja bym zrobiła w takiej sytuacji, tyle na ile mam informacji o danej osobie, ale to nigdy nie będzie obiektywna, pełna ocena. A skoro taka nie będzie, to może nie warto w ogóle jej dawać?

    Dzięki Asia za udział w akcji! <3

    • Mysle, ze Burza mózgów jest fajna, dobrze jest czascz zobaczyć inny punkt widzenia ale trzeba miec swój rozum 😊💚

  • Ogolnie rady z internetu sa na takiej zasadzie 🙂 kazdy pisze na bazie wlasnych doswiadczen zyciowych ale niekoniecznie pasuje to do Ciebie 🙂 dlatego czesto pytam w internecie o opinie np zwiazane ze sprzetamiitp a nigdy uczuc 🙂 to kazdy sam powinien sie zastanowic czy warto walczyc czy nie 🙂 Ja mialam problem na etapie spotykania sie (poznalismi sie przez internet) czy wartosie angazowac ale jak ja sie glebiej zastanowilam i postanowilam rzucis sje na gleboka wode.. to juz nie mam watpliwosci 🙂

A Ty co sądzisz?