Dlaczego świat nie zrezygnuje z plastiku

Ostatnimi czasy bardzo głośno jest o akcji “do własnego kubka” oraz “bez słomki”. Coraz częściej też słyszy się o kupowaniu do własnego opakowania i szykanowaniu plastiku. Na zero wasteowych grupach wrze od informacji o plastiku w wodach i “producentach idiotach” bo sprzedają w plastiku. Co i raz ktoś rzuci pomysłem, aby napisać do producenta prośbę aby zaprzestał procederu.

Tylko czy faktycznie możemy zrezygnować z plastiku? Czy nas na to stać? Czy my tego chcemy?

świat nie zrezygnuje z plastiku

Dlaczego świat nie zrezygnuje z plastiku

Z mężem wynieśliśmy ze swoich domów szacunek do pieniądza i przyrody. Nie jesteśmy z superzamożnych rodzin, w naszych domach był szacunek do chleba, do jedzenia i dbało się o niemarnowanie go. Do szkoły chodziliśmy pieszo lub jeździliśmy autobusem, a rodzice tłumaczyli nam, że nie wolno śmiecić, o przyrodę należy dbać. O przyrodę – o naszą planetę, którą mamy jedną. Mamy o nią dbać. A później dorośliśmy; i zrozumieliśmy, że każdy jest tylko człowiekiem… .

 

Niepełnosprawność

Niedawno na jednej z grup pojawił się raban o ofoliowane opakowanie obranych, osobno poukładanych pojedynczych części mandarynki ułożonych na plastikowej tacce. Pojawiły się komentarze, że producenci to idioci, że co za debil to sprzedaje, a jeszcze większy kupuje i żeby zbojkotować firmę. Przecież “cała radość jest właśnie w obieraniu mandarynki!” – pisali.

Tylko świat nie jest czaro-biały. Jest grono ludzi, w imieniu których walczy się o ich lepsze życie. O niewykluczenie. Są chorzy, mają upośledzone ruchy. Każdy rodzić martwi się o przyszłość swojego dziecka, jak to będzie jak mnie zabraknie. Ci ludzie nie są w stanie sami obrać mandarynki, nie mają dość siły, dość koordynacji, ale potrafią samodzielnie włożyć ją do buzi!

Są ludzie, którzy mają problem bądź nie mogą własnoręcznie obrać i pokroić marchewki – ale są w stanie rozerwać opakowanie i zjeść taką marchewkę surową lub wrzucić ją do garnka.

Są ludzie, którzy nie są w stanie napić się bez użycia plastikowej słomki. Bo metalową dać to trochę strach… .

 

Zagrożenia

Gdybyśmy chcieli wyjść na przeciw przeciwnikom plastiku i sprzedawać żywność (na skalę masową) w innym opakowaniu niż plastik, musielibyśmy zmierzyć się z innym problemem – higieny i świeżości produktów, a także cen.

Moglibyśmy kupować ryż i inne produkty sypkie na wagę, zamiast brać jednokilogramowe opakowanie. Musielibyśmy natomiast poradzić sobie z problemem czystości mikrobiologicznej i fizycznej takich produktów. Magazynowanie czy dystrybucja takich produktów w opakowaniu papierowym/luzem wiązała by się z dużym ryzykiem zapleśnienia i rozprzestrzeniania się moli (które i tak jesteśmy w stanie przynieść do domu mimo foliowego opakowania!). Szybko rozprzestrzeniające się pleśń i robactwo zwiększyłoby skalę utylizacji żywności, której i tak już bardzo marnuje się.

 

Osobiście mam też ogromny opór przed kupowaniem produktów na wagę, które są do bezpośredniego spożycia. Świadomość konsumentów, klientów, ludzi jest wciąż bardzo mała jeśli mówimy o przenoszeniu bakterii/wirusów i zagrożeniach jakie one niosą.

Anegdotki:

  1. Któregoś razu w sklepie widziałam osobę, która kichnęła przy otwartym pojemników suszonych śliwek na wagę. Ohyda! Później ktoś te śliwki zje!
  2.  Zapytałam raz panią ze stoiska na sypkie produkty (ryż, makaron…) jak często myją te pojemniki. Nie potrafiła odpowiedzieć. Nie wiedziała czy w ogóle są myte.
  3. Innym razem widziałam rodzinkę, gdzie po kolei, jeden za drugim, idąc gęsiego naciskali ot tak kajzerki. Nie wiem kto był wtedy bardziej zdziwiony – ja ich zachowaniem, czy oni moim zwróceniem uwagi.

Zanim wymusimy na producentach i sklepach sprzedaż produktów na wagę – nauczmy konsumentów zasad higieny. W przeciwnym razie będzie wzrastać ryzyko różnych epidemii.

 

A czy wiecie, że w drewnianej desce do krojenia i drewnianych przyborach kuchennych rozwija się więcej bakterii niż w plastikowych?

Czas

Opakowania jednorazowe, plastikowe pozwalają nam zaoszczędzić czas (i pieniądze). Dzięki nim kupujemy szybko i kupujemy małe porcje ograniczając marnowanie żywności. Jeśli teraz denerwujemy się, gdy przed nami w kolejce stoi 10 osób a wszystkie kasy są zapełnione – czy nie będziemy się denerwować czekając w kolejce aż każdy kupi na wagę to co chce?
Czy w dobie gdzie wiele osób daleko dojeżdża do pracy – będziemy chcieli tracić czas na stanie w kolejkach zamiast spędzania go z rodziną?

Osobiście szalenie podziwiam osoby, które jeżdżą po Warszawie po różne produkty. Wiedzą, że tutaj kupią mozarellę na wagę, a siedem kilometrów dalej masło na wagę. Mi – szkoda na to czasu i nerwów. Nie chce specjalnie jeździć po Warszawie, stać w korkach tylko po jeden produkt. Wolę kupić kilka małych porcji w plastiku i mieć zapas w lodówce z plastikowymi półkami.

 

Ceny

Kiedyś na jednej z grup zadałam pytanie co dla nich jest ważniejsze – cena czy zero waste. Większość odpowiedziała, że cena.

W dobie osób, która musi wyjechać za granicę do pracy, która ledwo wiąże koniec z końcem, w dobie osób, których nie stać na wyprowadzenie się, samodzielne życie – wzrost cen jest zawsze odczuwalny. Kiedy będziemy chcieli ograniczyć plastik, przerzucić się na szkło lub papier – ceny wzrosną jeszcze bardziej!

Obranych marchewek, mandarynek nie sposób zapakować inaczej niż do plastiku w modyfikowanej atmosferze tak, aby mogła przetrwać produkcję, transport, magazynowanie, transport, magazynowanie, sprzedaż, konsumpcję (zakładając najmniejszy łańcuch dystrybucji dla dużego sklepu). Te produkty bardzo szybko popsułyby się. Moglibyśmy zapakować je w szkło – ale koszt opakowania znacznie zwiększyłby koszt produktu.

Transport plastiku jest znacznie tańszy niż szkła (plastiku przewieziemy znacznie więcej w tym samym tirze), jego podatność na uszkodzenia też jest dużo mniejsza. Te wszystkie koszta związane z produkcją, dystrybucją, magazynowaniem i licznymi uszkodzeniami (wywrócona paleta, uderzenie wózkiem widłowym, upuszczenie w sklepie) pokrywałby konsument. Czy nas na to stać?

 

Zaufanie

Chcemy ratować planetę, chcemy kupować żywność do swojego opakowania, ale czy mamy zaufanie do sprzedawcy? Czy jesteśmy pewni, że to co on sprzedaje na pewno jest świeże, czyste, przygotowywane w przyzwoitych warunkach? Czy jesteśmy pewni składu?

Anegdotka:

Któregoś razu postanowiliśmy kupić w Tesco wędliny na wagę. Jako konsumenci mamy pełne prawo zapoznać się ze składem danego produktu kupowanego na wagę. Niektóre sklepy mają segregator z etykietkami producenta, który jest ogólnie dostępny, inne przy nazwie produktu mają skład. A w jeszcze innych skład jest schowany a pani poda nam go na życzenie – i tak też było w tej historii.
Wędlina wyglądała ładnie, więc zapytałam o zawartość mięsa – 20%. Następna – 16%! Inna – 27%. Żadna wędlina o którą zapytaliśmy nie miała więcej niż 35% mięsa (!)
Odpuściliśmy. Poszliśmy kupić wędlinę w plastikowym opakowaniu, w plasterkach, i znaleźć tą, której zawartość mięsa byłaby powyżej 90%!

 

Dalej: czy będziecie mieć pewność, że ten ryż, który kupujecie na wagę, nie rozsypał się w sklepie i nie został nabrany na szufelkę i ponownie wrzucony do pojemnika? Czy wierzycie w to, że sprzedawca uczciwie pozbędzie się zysku dbając o Wasze zdrowie? Czy jako konsumenci wierzycie, że to Wy jesteście najważniejsi; a nie zysk?

Zdumiewają mnie osoby, które bez zawahania kupują świeżowyciskane soki z automatów wolnostojących, albo mleko z mlekomatów. Nie wiem jak często te maszyny są czyszczone, ale nie wierzę, że są czyszczone tak często jak powinny. A człowiek jest tylko człowiekiem. I jeśli ktoś nad nim nie będzie stał – nie zrobi tak dobrze jak powinien.

 

Świat nigdy nie zrezygnują z plastiku. Możemy zrezygnować z kupowania go za dużo. Możemy kupić warzywa i owoce luzem, zamiast każdą rzecz wkładać do oddzielnej torebki. Możemy kupić proszek do prania w kartonie, zamiast folii. To jest wybór, który zadowoli obie strony.

Ale konsument, wbrew temu co by chciał, co mówi, nigdy nie zgodzi się płacić więcej. I producenci to wiedzą. Jest część ludzi, których na to stać. Ale wielu nie stać.

 

Jedyny wybór jaki my konsumenci mamy chcąc bardziej dbać o planetę – to nie iść tak na łatwiznę. Możemy kupić mandarynki do obrania, a te obrane zostawić osobom, które z samodzielnym obraniem mają problem. Możemy zrezygnować ze słomek – i zostawić je tym, którzy nie są w stanie napić się ze szklanki, po prostu. Możemy zamówić kawę do własnego kubka – czemu nie, super pomysł! My nie zbiedniejemy a świat będzie piękniejszy. Ale nie popadajmy w skrajności. Nie wymuszajmy na wszystkich takich samych rozwiązań. Nie jesteśmy na tym samym poziomie finansowym i nie żyjemy w takich samych warunkach. 

Włos mi się jeży na głowie gdy słyszę pomysły, aby zrezygnować z podpasek jednorazowych. Z pieluch jednorazowych.
Nie wyobrażam sobie, aby dziewczynki w szkole myły swoje kubeczki menstruacyjne, tym bardziej w wodzie zanieczyszczonej bakteriami – o czym ostatnio słychać w radio. Nie wyobrażam sobie nosić 10 godzin w torebce kilka zużytych podpasek (obok niezjedzonych kanapek), bo i takie głosy się pojawiają – by zrezygnować z podpasek jednorazowych.

Korzystajmy z rozwiązań jakie daje nam współczesność. Ułatwiajmy sobie życie.
Podrzucajmy pomysły marnowania mniej tym, którzy może nigdy nie słyszeli o innych możliwościach.
Ale nie cofajmy się do jaskini. Nie dzielmy jeszcze bardziej społeczeństwa na biednych i bogatych.
Uświadamiajmy spokojnie, komunikujmy, dajmy wybór. Ludzkie zachowania same zweryfikują pewne sprawy. Ale nie narzucajmy rozwiązań, na które nie jesteśmy gotowi. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Nie wymuszajmy nie mając wiedzy.

 

 

Ps. Czy zauważyliście, albo czy pamiętacie, że jak byliście w szkole mama wkładała Wam zeszyty w przezroczyste, plastikowe okładki, aby się nie poniszczyły, rogi nie zaginały? Czy etui na nasze smartfony nie są z plastiku? Czy nie kupujemy ich po to, aby chroniły to co dla nas jest ważne i drogie? Czy telewizory, które mamy, elektronika – nie są z plastiku? Nikt się nie burzy, że kupuje ziemię do roślin w folii. I nikt nie wymusza na producentach zmian! Nikt nie marudzi, że psie kupy zbieramy do foliowego worka, że osłonki kwiatków są w plastiku, że plecaki dzieci są plastikowe a w firmach siedzimy na plastikowych (a nie jak kiedyś było) metalowo-drewnianych krzesłach. Nikt się nie burzy, że farbujemy włosy, że obrazy wieszamy w plastikowe ramki, a samochody – to jeden wielki plastik! Nikt się nie burzy… . Kontenery na śmieci są plastikowe, parasolki i kalosze, i konewki. Wózki inwalidzkie i te dziecięce też. Gniazdka w domu, kable i przybory kuchenne. 

 

Czy to nie absurd? Czepiać się żywności, czepiać się środków higieny, bojkotować jeden czy dwa sektory codziennego życia – a na co dzień nie wyobrażać sobie funkcjonowania bez plastiku? Czy jest sens wymuszać na ludziach zmiany (podpaski), wymuszać na producentach zmiany, które znacząco wpłyną na nasze wydatki (żywność bez plastiku) a ignorować to co ładne i wygodne? Czy komuś przeszkadza latem plastikowa klimatyzacja w biurze?

Świat nie zrezygnuje z plastiku.

(Visited 4 times, 1 visits today)