Dramat sukni ślubnej

Jak suknia ślubna może stać się dramatem? O tym za chwilę!
Czy wiedzieliście, że aby pooglądać/przymierzyć suknie ślubne należy wcześniej umówić się telefonicznie? My nie wiedziałyśmy. A czy wiedzieliście, że salony w soboty otwarte są tylko godziny 14? My nie. Ale zacznijmy od początku..
Umówiłyśmy się na 11 rano na śniadanie by móc później spokojnie pójść na łowy.
Znalazłyśmy w internecie jeden salon a tam słyszymy “na wizyty należy się umawiać telefonicznie ale akurat jedna klientka nie przyszła także zapraszamy”. I tak się zaczęło: najpierw wywiad jaką sukienkę bym chciała mieć, z jakiego materiału, jak długą, a czy z trenem, a czy na ramiączka, a może bez? A biała czy może inna? Z koronką czy bez? Mhm! To był nasz pierwszy salon więc nie miałyśmy pojęcia w czym będzie mi dobrze i czego tak na prawdę szukamy! Na szczęście konsultantka była bardzo życzliwa i pomocna. Z tego salonu wybrałyśmy wstępnie 3!
Po wyjściu z salonu już uświadomione dzwonimy do salonu nr 2. A tam właściciel (o dziwo) odbiera telefon i ku naszemu zaskoczeniu słyszymy że… salon otwarty jest w soboty do godziny 14. Ku jeszcze większemu zaskoczeniu dowiadujemy się że jeśli szybko przyjdziemy to jeszcze nas panie obsłużą “ale wolałbym umówić się na inny dzień gdyż panie też chcą pójść do domu i pobyć z rodziną. Czekają w kolejce jeszcze 2 klientki także pewnie wyjdą koło 16… na jedną klientkę przypada około godzina. Ale jeśli Pani chce oczywiście proszę przyjść, zaparzę kawę i poczekają Panie na swoją kolej” – byłyśmy tak zaskoczone uprzejmością, kulturą, szczerością i podejściem właściciela nie tyle nawet do nas – potencjalnych klientów – ale i do swoich pracowników! Bo kto to widział w dzisiejszych czasach by pracownika nie traktować jak maszynki, urządzenia, pośrednika do zarabiania pieniędzy? Dziś idziemy właśnie do tego salonu! Bo lepiej u takiego kupić suknię niż….
…niż na Jana Pawła w Warszawie.
Doszłyśmy do wniosku, że zrobimy sobie maraton po salonach z sukniami. Wejdziemy do każdego salonu!
 
Salon 1: Pani właściwie nie umiała nam nic doradzić. Miała kilka sukienek..ale nawet nie specjalnie chciała ściągać je z manekinów i wieszaków bym mogła je przymierzyć. W sumie spędziłyśmy w tym salonie 15 minut !! i przymierzyłam z 4 sukienki.
Ale dziwnie w tym salonie było już od początku.. Zanim była nasza kolej słyszymy dialog:
klientka – pani sama szyje te suknie?
właścicielka – tak
– a kiedy najpóźniej można zamówić u pani suknie? ile się czeka?
– oj to różnie.. w sezonie krawcowa ma więcej roboty i trwa to dłużej
Krawcowa?! Przecież przed chwilą powiedziała pani że szyje sama…
Salon 2: Na dzień dobry słyszymy, że możemy przymierzyć tylko jedną sukienkę. Jedną?! W salonie sukien ślubnych? Szukam sukienki na ślub! Nie zabijam czasu aż przyjdzie ktoś z kim jestem umówiona.
Pani niska, w starszym wieku, z krótkich włosów zrobiony trwałą blond hełm. Czarne kreski nad i pod oczami, rzęsy pozlepiane. Ubrana cała na czarno: spodnie czarne 7/8, czarne rajstopy i baleriny. – Jak by nie było – robiła wrażenie. Ale ciężko mi powiedzieć czy dobre czy złe.
– kiedy ślub? – pyta
– w październiku przyszłego roku
– co?! i już pani sukienki szuka?! co pani kupić ja już chce?!
– no tak.. słyszałam, że na suknie często czeka się i 9 miesięcy.. więc chcemy kupić już 
– suknie to się zamawia pół roku wcześniej najwcześniej! W czerwcu niech pani kupi a nie teraz.
– ?!
– jaką pani suknie chce?
– nie mam wizji sukni.. może coś z muślinu, może z koronką.. by była delikatna, skromna, nie księżniczkowata. I żeby nie była biała.
 
Na co wskazuje mi właścicielka sukienkę: biała, lśniąca, góra cała z koronki tak, że koronka nie zakrywała dobrze piersi. – Proszę o inną. 
W przymierzalni ja rozebrana do bielizny czekam aż przyniesie mi inną sukienkę. Na co wchodzi dziewczyna do sklepu i w prost mówi, że tylko się rozgląda bo za pół roku ma ślub. Pyta o ceny, o katalog.. – myślę sobie: no wiadomo walczy się o każdego klienta więc właścicielka musi chwilę z nową klientką porozmawiać. Ale chwila chwila! Ona zaczyna jej pokazywać sukienki! Rozmowa trwa w najlepsze! A ja stoję w bieliźnie w przymierzalni i czekam i czekam.. . W końcu ubieram się i wychodzimy z salonu.
Co to było?! Dziwimy się. Nie wiadomo czy śmiać się czy płakać.. .
Wnioski:
Nie ma co chodzić do krawcowych, które prowadzą salony sukien ślubnych zwłaszcza na Jana Pawła w Warszawie. Tam nawet suknie inaczej wyglądają. Gdy stanie się w profesjonalnym salonie na platformie, wokół luster, z kurtynami za którymi możesz się bez problemu przebrać, gdy konsultantka radzi Ci, przynosi różne suknie.. a dookoła Ciebie są lampki i cała uwaga skupia się na Tobie.. – warto dla tego uczucia pójść do profesjonalnego salonu! 🙂 Człowiek czuje się na prawdę wyjątkowo! W końcu przymierzasz suknię ślubną a nie spódnice którą chcesz oddać do zwężenia! Efekt musi być! 

 

(Visited 75 times, 1 visits today)