TWORZYMY POZYTYWNE RELACJE W MAŁŻEŃSTWIE!
 

Gdy kobieta płacze mężczyzna powinien

Znacie te kadry z filmów, w których ona płacze, biegiem ucieka z domu nie oglądając się za siebie, a ten, nie wiadomo skąd pojawia się z kwiatami. Nagle jakby czas się zatrzymał, świat dookoła wiruje, a oni stoją – pośród tłumu. On wyciąga zza siebie kwiaty i przeprasza ją najpiękniejszymi słowami. Przyznaje, że przegiął, miała rację, jest mu przykro, nie powinien. Ona na to nie zasługuje. Kocha. Docenia.
Nagle następuje oddalenie kamery, spojrzenie na aktorów  z lotu ptaka, kadr na niebo i ta wesoła muzyka symbolizująca, że jest już dobrze, już się pogodzili, są szczęśliwi.

Tak powinno być – pytam, może stwierdzam.

Gdy kobieta płacze mężczyzna powinien

Są dni kiedy płaczę. Czasem płaczę bo coś sobie przypomniałam. Czasem płaczę bo się boję. Czasem płaczę też bo coś na czym mi zależało zostało popsute. Jak wtedy gdy skręcaliśmy sekretarzyk w nocy i Dawid trochę umyślnie, trochę nie zbyt mocno skręcił dwie deski doprowadzając do jednej pęknięcia… . Popłakałam się. Przecież od zawsze o nim marzyłam. Tyle miesięcy stał w kartonie w moim pokoju czekając na własne mieszkanie, własny kąt.

Przytulił. Przeprosił. Już dobrze. Powinien być ostrożniejszy.
Nie gniewam się. Składamy dalej.

Czasem płaczę też gdy tęsknię. Wiem, że płacz nic nie zmieni, ale płaczę. Wtulam się wtedy tak mocno jak tylko mogę i zasypiam z wyczerpania. Czasem podchodzę do niego i zarzucam na siebie jego ramiona.
– Co się stało?
– Nic – mówię najchłodniej jak umiem. – To samo – dodaję rozsypana w drobny mak.

 

Są powody, przez które płaczę. To taki cichy płacz. Ja sobie po prostu popłaczę, a ty nie zwracaj na mnie uwagi. – Zawsze zwraca – choćbym się broniła.
I w takich chwilach, choć nie chcę, to bardzo go potrzebuję. On to czuje, a ja szalenie doceniam.
Choć nie wygląda to jak scena z filmu, oboje w dresie, bluzie, ubraniach po domu, to choć świat wiruje dla nas czas się zatrzymał.
Szalenie tak bardzo!

 

Ale ja nigdy nie płaczę. Nie płaczę by zwrócić uwagę. Nie płaczę by wymusić gest. Nie płaczę demonstracyjnie, spoglądając zza dłoni jednym okiem, czy idzie do już do mnie przeprosić, czy nie? Nie płaczę by udowodnić, że miałam racę. Nie płaczę by zobaczyć dowód miłości. By moje było na wierzchu.
Nie płaczę wybiegając z domu w nadziei, że zaraz złapie mnie za rękę, ja się odwrócę i zobaczę jego –  z kwiatami. Z wielkim bukietem kwiatów. Przepraszającego.

 

Są dni kiedy płaczę. Czasem płaczę bo coś sobie przypomniałam. Czasem płaczę bo się boję. A czasem bo tęsknię. Ale ja nigdy nie płaczę by osiągnąć jakiś cel. Udowodnić sobie i jemu. Nie płaczę by osiągnąć cel.

 

Gdy kobieta płacze facet wcale nie powinien przytulić. Wcale nie powinien mrugnąć okiem, kiwnąć palcem w bucie i rzucić wszystko i choć się całować. Jeśli kobieta płacze bo sprawdza, bo chce manipulować nim jak dziecko rodzicem – jedyne co facet musi to być mądrzejszy. Dobrze gdy on stawia granice.
A kiedy kobieta płacze z bezradności, braku sił, gdy jedyne czego teraz chce to schować się przed światem i zapaść w sen zimowy – dobrze gdy facet jest, choć nie musi być.
Miło jest czuć się bezpiecznie, kiedy nie trzeba udawać, że jest się silną.