Jak idea LESS WASTE sprawdza się w mojej codziennej pielęgnacji

Odkąd pamiętam miałam problemy dermatologiczne z cerą. Jako dziecko używałam najróżniejszych maści, kremów i żeli leczniczych, bardzo mocnych. Kiedy dorosłam – postanowiłam przerzucić się na kremy drogeryjne. Chciałam odżywić moją skórę twarzy po tym, jak poniekąd zniszczyły ją leki.
Najgorzej było pod koniec studiów, kiedy dostałam dziwnego zapalenia, podrażnienia, przez co mój jeden policzek wyglądał koszmarnie! Był wiecznie przesuszony, czerwony i szybko robiły się na nim krostki.
Kupowałam najróżniejsze kremy! Od 50 do 400 zł wierząc, że któryś nareszcie mi pomoże. Koniec końców – zostałam z mnóstwem kosmetyków, których nie używałam, bez kasy i wciąż z problemem.

Teraz mój policzek wygląda dobrze! Lecząc go, wyrzuciłam wszystkie stare kremy, których widok tylko powodował moją frustrację. To były wyrzucone pieniądze!
Dziś mam mniej kosmetyków, generuję mniej śmieci, mam lepszą cerę i więcej pieniędzy zostaje w moim portfelu.

Zobaczcie jak idea LESS WASTE sprawdza się w mojej codziennej pielęgnacji!

Jak idea LESS WASTE sprawdza się w mojej codziennej pielęgnacji

Odpowiedni krem – moja baza!

Kiedy poszłam do dermatolog, ta stwierdziła – trądzik różowaty. Wypisała recepty i tyle po wizycie. Wkurzyło mnie to. Wiedziałam, że co jak co, ale trądzik różowaty to to na pewno nie jest! Udałam się do apteki i poprosiłam o krem marki Oillan, którego wcześniej przetestowałam próbki, które dostałam. I same próbki, po kilku dniach, może 2 tygodniach stosowania – przyniosły widoczny efekt!
Farmaceuta podał mi krem i powiedział – skoro działa na skórę niemowląt, to i do twarzy dorosłego się nada.
To był strzał w 10!

Krem nie był drogi, a bardzo wydajny. Nie ma w nim substancji zapachowych, marketingowych – przez co naprawdę łagodzi, a nie podrażnia mojej buzi.

Cena mojego kremu: 40 zł
Wydajność: rok

Zdrowa cera to mniej zapychaczy

Odkąd mój policzek zaczął wyglądać jak skóra twarzy, a nie plaster pomidora, przestałam w tak dużym stopniu używać fluidów, pudrów, sylikonów, i innych zapychaczy.
Całościowy make up ograniczyłam do ważnych wydarzeń, zdjęć, itp. W pracy i na co dzień – pozwalam skórze oddychać.
Odpowiednia pielęgnacja twarzy sprawiła, że nie muszę wydawać pieniędzy na kryjące kosmetyki, ale też stałam się zwyczajnie szczęśliwsza, bo częściowo pozbyłam się jednego “kompleksu”!

 

Wybieram kosmetyki naturalne

Zamieniłam drogeryjne kosmetyki, pełne barwników, konserwantów, aromatów – na naturalne, a przynajmniej naturalne w 80%. Raz na kilka miesięcy (około raz na trzy miesiące) zamawiam komponenty do samodzielnego zrobienia kosmetyków, lub którymi swój kosmetyk będę mogła wzbogacić. W zależności od kosmetyku, jego zastosowania – formułę ograniczam do 4 składników.
Trzy miesiące nie są przypadkowe – jest to data ważności kosmetyku. Ze względu na brak konserwantów, kosmetyk nie może stać na półce zbyt długo.

Wadą akurat moich kosmetyków jest to, że komponenty przychodzą w małych, plastikowych opakowaniach. Niestety, tego nie da się obejść. Komponenty, jak i sam kosmetyk, nie może być w żaden sposób zanieczyszczony drobnoustrojami, dlatego przechowywanie komponentów oraz sposób przygotowania kosmetyku musi odbywać się w czystych warunkach. 

Cena kosmetyku naturalnego: 25-60zł
Wydajność: 3 miesiące

 

Nie używam płatków kosmetycznych

Od zawsze używałam jednorazowych płatków kosmetycznych do ściągania makijażu i przemywania twarzy tonikiem. W Internecie znalazłam informacje, że można jednorazowe płatki zamienić na takie zrobione z materiału, wielokrotnego użytku. Nie przemawia to do mnie. Tłuszcz i naskórek mimo wszystko w materiale będzie się gromadził, bez względu czy płatek zaraz przemyjemy, czy nie. Odstrasza mnie też nieestetyczny wygląd płatka po kilku użyciach. Nie wierzę, że uda mi się tak wcześniej zmyć tusz do rzęs, że nie zostanie na płatku po nim ślad.
Jakbym miała prać płatki kosmetyczne w pralce – nie mam pojęcia jak dużo musiałabym ich mieć!
Zamiast płatków, makijaż zaczęłam zmywać nanosząc na dłonie olejek różany do mycia twarzy. Idealnie ściąga makijaż i nie podrażnia skóry, a przy tym – nie generuje żadnych śmieci, ani dodatkowego mycia/prania/materiału.

Cena: 0 zł

 

Mydło w kostce

Przez wiele lat w moim rodzinnym domu używało się mydła w płynie. Mama kupowała wielkie plastikowe opakowanie, po czym uzupełniała dozownik. Nawyk ten przeniosłam do swojego mieszkania, aż pewnego dnia postanowiłam zacząć używać mydeł w kostce.
Na wieczór panieński dziewczyny podarowały mi zestaw naturalnych kosmetyków i tam właśnie było takie mydło. Nieopakowane, naturalne. To był HIT!
Mydło ważyło około 100 gram. Przedzieliłam je nożem na pół, aby było wygodniejsze w użyciu. Zaczęłam stosować je równocześnie z napełnieniem 250 ml butelki mydłem płynnym, które używał tylko Dawid.
Kiedy bańska z jego mydłem zużyła się, ja przez ten sam czas zużyłam 1/4 kostki mydła.
Mydło w kostce zaczęłam też używać do mycia twarzy i ciała w czasie kąpieli, dzięki czemu odeszłam od kupowania żeli/mleczek do mycia ciała, które są w plastikowych opakowaniach.

Co ważne przy zakupie naturalnego mydła: zwracajcie uwagę, czy nie ma ono dodatków w postaci, np. płatków kwiatów. Moje mydło ma taki dodatek. Fragmenty tej roślinki są wysuszone, przez co ostre, i wtopione w mydło, co przy używaniu go daje nieprzyjemne uczucie, jakbyśmy “haratali” sobie dłonie.
Zdecydowanie dużo bardziej komfortowe w użyciu są te gładkie, bez “obcych” dodatków.

 

Sole do kąpieli i peelingi

Zaczęłam sama robić sól do kąpieli i peeling do ciała wykorzystując to co mam w domu. Jest to szalenie prosta i oszczędna finansowo sprawa!
Koszt wyprodukowania takich kosmetyków jest tak naprawdę zerowy (!), ponieważ wszystkie potrzebne składniki mamy w domu.

Oszczędzamy nie tylko pieniądze, ale i niepotrzebne opakowania plastikowe, w których zakupilibyśmy sól czy peeling.

 


Tym postem chcę pokazać Wam, że można żyć bardziej przyjaźnie ze środowiskiem, bardziej o nie dbać – nie rezygnując ze zdrowia, z przyjemności, higieny osobistej, a nawet oszczędzając pieniądze.
Ograniczenie marnowania nie jest trudne. Najtrudniejsze jest uświadomienie sobie, że faktycznie tego wszystkiego nie potrzebujemy. Nie musimy używać mydła w płynie. Ono nie wygląda estetyczniej, jeśli dbamy o mydło w kostce – jeśli tego mydła nie przesuszamy, czyli zwyczajnie w świecie używamy go.

Nie musimy mieć każdego kosmetyku do innej części ciała. Wystarczy nam jeden, dwa, ale wydajny, dobry kosmetyk, który działa (!) plus naturalne kosmetyki pielęgnacyjne do wzbogacenia pielęgnacji. Używajmy też takich kosmetyków, których naprawdę potrzebuje nasza skóra.

Nie musimy rezygnować z przyjemności – możemy zrobić je same.

(Visited 7 times, 1 visits today)