TWORZYMY POZYTYWNE RELACJE W MAŁŻEŃSTWIE!
 

Jak o mało nie zniszczyłam naszego związku!

Jakbyście miały wskazać jedną, główną przyczynę „wszystkich” problemów w związku, co by to było?
Często gęsto słyszę, że za całe zło w związku odpowiada mężczyzna. Bo to mężczyźni nie słuchają, nie domyślają się, nie widzą. To oni są tacy zimni i surowi. Bezwzględni. Że nie liczą się z nami, naszymi potrzebami.
Ech, trudno jest to przyznać ale nierzadko za właśnie takie zachowanie mężczyzny odpowiada kobieta.
Ironizując, można by powiedzieć, że dla kobiety mężczyzna to powinien być, wiadomo, wysoki, ale nie za wysoki, i silny, ale dość silny i niezbyt umięśniony. Powinien móc, ale nie powinno być po nim widać, no chyba, że troszeczkę, ale nie za bardzo, ale też nie, że wcale.
I klasa. Powinien mieć klasę, ale być sobą, bo takiego go kochamy, ale w towarzystwie, choć go akceptujemy i w ogóle, to jednak być bardziej.

Jak o mało nie zniszczyłam naszego związku

Kobiety są dziwne – zwłaszcza na początku związku. Ale takim początku po którejś randce. Mam teorię, która mówi, że kobiety testują mężczyzn. W pewnym momencie, świadomie lub nie, odbija im! Chcą tego faceta bardziej, częściej, więcej i więcej! Gdyby mężczyzna był ciastkiem, ona cierpiałaby na kompulsywne objadanie się. A w miarę apetytu, rosną nasze wymagania.

Po pewnym czasie zaczynamy oczekiwać. Jest nam dobrze, nawet bardzo, ale wciąż chcemy więcej uwagi, więcej romantycznych gestów, więcej klasy lub łobuzerstwa. Ciągle czegoś chcemy. I obrażamy się, strzelamy fochy, nakręcamy się gdy tego nie otrzymujemy.

Ja kiedyś też tak miałam. Wiedziałam jaki powinien być mój mąż, wiedziałam, jakiego chcę faceta. Och, przecież tyle razy słyszało się „zrób listę cech….”. I ja, głupia, robiłam tę listę. Wiedziałam kim ja chcę być, wiedziałam co mi się podoba, ale nie wiedziałam, że pięknie wyglądający tort nie zawsze jest smaczny. A po zjedzeniu 30-tej bezy zwyczajnie robi nam się niedobrze.

Pamiętam jak jechaliśmy samochodem. To wtedy uświadomiłam sobie, że to nie mój chłopak jest zły, tylko ja. To ja psułam ten związek. Miałam oczekiwania, których spełnienie nic by nie zmieniło. Chciałam stworzyć idealnego chłopaka, zapominając, że przecież z jakiegoś powodu z nim jestem. Skoro spodobał mi się  t a k i  to co ja chcę zmieniać? Dla kogo? Po co?

Dziś gdy sobie o tym przypominam, przewracam oczami, biorę głęboki wdech, kiwam zaprzeczająco głową zrzucając to na błędy (głupotę) młodości. Nie potrafiłam wtedy w pełni samodzielnie myśleć, więc próbowałam różnych bzdur, które wyczytałam. Ale prawda jest taka, że żaden poradnik, żadna książka nie jest w stanie powiedzieć jak powinien wyglądać nasz związek. Żadna książka nie jest w stanie powiedzieć nam jakie powinnyśmy być. To jest niemożliwe bo każdy z nas jest inny; ma inne potrzeby, inny charakter. Nie możemy mierzyć partnera swoją miarą, bo on to nie my. Nie możemy próbować zmienić cech partnera. My mamy akceptować go takim jaki jest. Ale (!) jako partnerzy, w związku powinniśmy chcieć być lepsi. Związek powinien motywować nas do bycia lepszą wersją siebie – nie do zmiany partnera w kogoś lepszego.

Zawsze powinniśmy patrzeć na siebie. Oceniać nasze postępowania przez pryzmat wartości jakimi my się kierujemy, tego co jest dla nas ważne, a nie przez pryzmat partnera, jego zalet lub wad, a już na pewno nie otoczenia. Nie powinniśmy porównywać się z innymi parami, dążyć do przez nas wymyślonej wizji idealnej pary, tylko tworzyć swoją – realną, taką jaka jest. Ona jest dobra o ile damy jej szansę.

Latest comments
  • Niestety w młodości mamy tendecję do szukania ideału, księcia na białym koniu, a jesli taki ksiaze sam się nie trafi to usiłujemy naszego własnego faceta „przerobić” na taki ideał 😉 No a wymagania, jak to baby, to mamy spore więc czasem sfrustrowany do granic mozliwosci facet bierze nogi za pas 😛

    Aż mi się dowcip przypomniał, pozwol ze zacytuje:
    W pewnym mieście powstał sklep, w którym każda kobieta mogła sobie kupić męża. Miał sześć pięter, a jakość facetów rosła wraz z każdym piętrem. Był tylko jeden haczyk: jak już kobieta weszła na wyższe piętro, nie mogła zejść niżej, chyba, że prosto do wyjścia bez możliwości powrotu. Wchodzi, więc tam pewna babka poważnie zainteresowana kupnem męża.
    Na pierwszym piętrze wisi tabliczka: „Mężczyźni tutaj mają pracę” – To juz coś, mój były nawet roboty nie miał – pomyślała kobieta – ale zobaczę, co jest wyżej.
    Na drugim piętrze był napis: „Mężczyźni tutaj mają pracę i kochają dzieci” – Miło, ale zobaczymy, co jest wyżej.
    Na trzecim piętrze była tabliczka: „Mężczyźni tutaj mają pracę, kochają dzieci i są niesamowicie przystojni” – No, coraz lepiej – pomyślała ? ale wyżej, to musi być już zajebiście.
    Na czwartym piętrze można było przeczytać: „Mężczyźni tutaj mają pracę, kochają dzieci, są niesamowicie przystojni i pomagają przy pracach domowych” – Słodko, słodko… Ale chyba wejdę piętro wyżej.
    Na piątym piętrze stało: „Mężczyźni tutaj mają pracę, kochają dzieci, są niesamowicie przystojni, pomagają przy pracach domowych i są diabelnie dobrzy w łóżku”- No niesamowite, wręcz cudownie- pomyślała kobieta ? ale jak tu jest tak wspaniale, to co musi być piętro wyżej!?!
    Na szóstym piętrze BARDZO zdziwiona kobieta przeczytała: „Na tym piętrze nie ma żadnych facetów. Zostało ono stworzone tylko po to, aby udowodnić, że wam babom za ch*ja nie można dogodzić.
    :D:D:D

  • Wiesz… wydaje mi się, że dużo leży tutaj w winie ideałów, które tworzymy sobie w głowach. Słuchamy narzekań innych kobiet na mężczyzn, oglądamy romantyczne filmy, gdzie każdy mężczyzna jest bohaterem, czytamy książki, w których kobiety traktowane są jak księżniczki i MY TEŻ TAK CHCEMY! Tworzymy listy, skreślamy ludzi, minimalizujemy zalety i wyolbrzymiamy wady. Zapominamy, że my same jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy, nie jesteśmy idealne. Właśnie między innymi na tym polega miłość, na akceptowaniu wad, niedociągnięć, zadrapań. Na stawaniu się lepszą osobą.

A Ty co sądzisz?