Jak oszczędzamy czas zarządzając domem bez spiny

Kilka lat temu oglądałam amerykańską wersję programu perfekcyjnej pani domu, prowadzony przez Anthee Turne. Odcinek był z dwoma dziewczynami, studentkami, współlokatorkami, które choć pracowały w kawiarni i znały wszystkie zasady higieny, choć w pracy były świetnie zorganizowane i utrzymywały należyty porządek – to w domu była istna katastrofa!

Na wiele lat zapomniałam o tym odcinku, aż do chwili, kiedy zaczęliśmy prowadzić nasz domowy budżet. Do momentu, aż zaczęliśmy większą uwagę poświęcać domowi i poznawać go. Do momentu, aż okazało się, że domem zarządzamy jak małą firmą – tylko bez spiny.

Jak oszczędzamy czas zarządzając domem bez spiny

Praca zawodowa wymaga ode mnie bardzo dobrej organizacji. Zwłaszcza przy kontrolach inspekcji państwowych zależy mi, aby wszystko przebiegło szybko i sprawnie. Kiedy proszą mnie o dokumenty – chcę od razu je dostarczyć. Bez szukania, zastanawiania się i tego stresu czy aby na pewno wszystko jest dobrze. Niechęć do negatywnych emocji, do tłumaczenia się, do tego okropnego poczucia niedopilnowania obowiązku sprawiła, że z każdą kontrolą starałam się lepiej zorganizować moje biuro i moją pracę.

Rutynowe zadania, które muszę wykonywać postanowiłam zautomatyzować, co pozwoliłoby mi zaoszczędzić czas i przede wszystkim wyeliminować możliwość pomyłki.

Natomiast praca z dokumentacją sprawiła, że zaczęłam wprowadzać do moich codziennych obowiązków systematyczność. Systematyczne, na bieżąco sprawdzanie, czy aby na pewno wszystko jest dobrze.

Wszystkie działania jakich podejmuję się w pracy i usprawnienia sprawiły, że zaczęłam czuć się w swojej pracy fantastycznie! Zaczęłam czuć, że wszystko jest na tyle dobrze, że nic mnie nie zaskoczy. Tak spodobał mi się porządek w pracy, spokój i oszczędność czasu – że mimochodem zaczęłam przenosić te wszystkie czynności na grunt domowy.

Wprowadziłam do domu organizację.

Nawyki

W naszym plannerze na swoim zaczęłam spisywać na jak długo starczą nam pewne produkty: opakowanie papieru toaletowego, zgrzewka mleka, szampon, pasta do zębów, opakowanie zmywaków, opakowanie tabletek do zmywarki, proszek do prania, itd.
Dzięki temu dowiedzieliśmy się ile kosztuje nas ten “dział” naszego domu – dużo czy mało. Czy zabiera nam dużo funduszy, musimy na nim przyoszczędzić, czy jest względnie ok. To było naprawdę bardzo ciekawe. W rezultacie dało nam poczucie finansowego spokoju. Zobaczyliśmy, że nie musimy rezygnować z jakichś udogodnień, bo koszta jakie niosą ze sobą te udogodnienia są znikome, zwłaszcza w porównaniu do komfortu jaki dzięki temu mamy.

 

Budżet

Zaczęliśmy prowadzić zapisy z budżetu domowego. Dokładnie te same, jakie Wy możecie pobrać każdego miesiąca w zakładce “pobierz” w górnym menu.
Miesiąc po miesiącu obserwujemy i analizujemy nasze wydatki. Analizujemy każdy grosz, każdą złotówkę, czarno na białym widzimy ile wydajemy na żywność, na alkohol, ubrania, psa, kosmetyki, paliwo.
To była najcenniejsza wiedza o naszym domu. Teraz jesteśmy w stanie przewidzieć nasze wydatki i oszczędności. Znając nasze nawyki, wiedząc jak często coś zużywamy możemy przewidzieć, ile pieniędzy potrzebować, np. za dwa miesiące. Sukcesem z prowadzenia zapisów z budżetu domowego jest dla nas niepobieranie już pieniędzy z konta oszczędnościowego.

 

Dokumenty

Uporządkowaliśmy wszystkie dokumenty w naszym domu. Każde z nas ma swój segregator, także nasz dom ma swój segregator, w którym przetrzymujemy wszystkie dokumenty, umowy, itd.
Gdyby któremukolwiek z nas coś się stało, gdyby trzeba było coś na szybko załatwić – wiemy gdzie szukać.
Jeśli na szybko będziemy musieli znaleźć swoją dokumentację medyczną – wiemy gdzie szukać. Możemy bez nerwów szybko zareagować.
Uporządkowanie wszystkich dokumentów, ich segregacja, podzielenie na kategorie zajęło nam wprawdzie kilka godzin, ale było warto! Ten “wysiłek” jest kompletnie nieporównywalny z poczuciem spokoju.
Co więcej: tam gdzie trzymamy wszystkie umowy – mamy też kartkę z wypisanymi informacjami, kiedy dana umowa się kończy, do kiedy musimy coś opłacać. Dzięki temu nie musimy wertować całego segregatora w poszukiwaniu tych najważniejszych informacji.

 

Zakupy

Choć zakupy pochłaniają nam dużo czasu – nie pochłaniają pieniędzy. Kupujemy to co naprawdę potrzebujemy. Przestaliśmy kupować na bliżej nieokreślone “zaś”, przestaliśmy kupować produkty, na które kiedyś może będziemy mieć smak. Zakupy robimy często, na bieżąco, więc nie ma mowy o żadnym przeterminowaniu.
Zaczęliśmy też obserwować produkty, które kupujemy i wyciągać wnioski. Wiemy, z których firm istnieje dużo ryzyko przyniesienia moli do domu. Wiemy, które chleby szybko pleśnieją i gdzie kupować te, które wytrzymają dłużej niż dwa trzy dni.
Tak jak w firmie trzeba poświęcić czas na przypatrzenie się współpracy, tak my przypatrzyliśmy się z kim mamy do czynienia na rynku spożywczym. Z kim warto “robić interesy”, a kogo omijać szerokim łukiem.

Więcej o organizacji naszej spiżarki przeczytacie w tym poście: orgarniamy zapasy – jak ograniczyć marnowanie zapasów w spiżarce i zamrażarce

 

Sprzątanie

Sprzątanie, choć może dawać nam przyjemność, uspokajać i wyciszać – postanowiliśmy potraktować jak (miły) obowiązek, jak zadanie do wykonania w pracy na etacie, czyli coś, co się robi w tygodniu. Wszystko po to, aby weekend był weekendem, niepodważalnie służył nam do odpoczynku. Jedyne co zostawiamy sobie w pełni świadomie na weekend to pranie.
To był dla nas najtrudniejszy nawyk do wypracowania. Wygodnie było wrócić z pracy do domu i w tej samej chwili zacząć odpoczynek. Postanowiliśmy jednak poświęcać dziennie dosłownie pięć, dziesięć minut na ogarnięcie mieszkania. Na wykonanie chociaż jednej czynności – na wyniesienie śmieci, włożenie klamotów do zmywarki i opróżnienie jej, na odkurzenie, ogarnięcie ubrań z suszarki, przetarcie kurzu.
W pierwszych dniach weekendu czuliśmy, że coś byśmy porobili, coś sprzątnęli – bo przecież zawsze w soboty ogarnialiśmy mieszkanie po tygodniu “nie nie robienia”. Teraz – cieszymy się możliwością relaksu i brakiem jakichkolwiek obowiązków przez całe dwa i pół dnia.
Weekend to weekend – bezczelnie odpoczywamy!

W tym całym szaleństwie, w tej organizacji i “prowadzeniu” domu jak firmy jest też miejsce na luz. Dzięki zaoszczędzonemu czasowi mamy go teraz więcej na przyjemności. Na siebie. Na wspólne obejrzenie filmu. Na wspólne nic nie robienie. Wspólne rozmowy i wygłupy. Na powagę i beztroskę.
W naszym domu jak w dobrze prosperującej firmie – widzimy, że wszystko działa. Wiemy, że ze spokojnem możemy dalej się rozwijać. I w głowach mamy większy spokój. Nic nie zaprząta naszych myśli, nie trapi nas i nie nurtuje. Mamy poczucie bezpieczeństwa i pewność, że gdyby coś się stało – poradzimy sobie – nic nas nie zaskoczy.

 

Kiedy w dzieciństwie pytano mnie, jaki chciałabym mieć dom, zawsze odpowiadałam, że kochający. Żeby wszyscy się kochali, byli dla siebie mili, dobrzy… . Dziś wiem, że mam taki dom, o jakim zawsze marzyłam – bezpieczny. Co by się nie działo wiem, że damy radę. Mam dom, który znam i dzięki temu wiem, na ile możemy sobie pozwolić.

Jestem spokojna.

(Visited 785 times, 1 visits today)