Jesteś pewna, że umiesz przepraszać?

Z przeprosinami jest jak z przygotowywaniem obiadu, wiecie? Jeśli kogoś kochacie, jeśli ktoś jest dla was ważny, lubicie go, to choćbyście przygotowały ziemniaki, marchewkę z jabłkiem i schaboszczaka – będzie pysznie i estetycznie! A jak jeszcze ziemniaki posypiecie koperkiem – to już w ogóle bajka! Miłość w najczystszej postaci.
Ale jeśli gotujecie obiad dla kogoś kogo nie lubicie… – o zgrozo! Przesolone ziemniaki to najmniejszy problem. Schaboszczak jak podeszwa panierowana betonem, a między zębami kawałki węgla. No ale – obiad jest, prawda?

umiesz przepraszac

Jesteś pewna, że umiesz przepraszać?

Pamiętam jak za nastolatków kłóciłam się z Dawidem. Wiadomo – problem trzeba przegadać, przeprosić się i żyć dalej. Tylko że u nas to nie działało. Gadaliśmy o problemie, przepraszaliśmy się i… wracaliśmy do początku – do nowej kłótni o starą rzecz. O tą, o której właśnie rozmawialiśmy żeby się pogodzić.
No dramat! Jak zatrzymani w pętli czasu.

Nasz problem w przepraszaniu polegał na tym, że przepraszaliśmy szczerze (bo zrobiliśmy źle, wiedzieliśmy o tym, czuliśmy się z tym źle) ale równocześnie usprawiedliwialiśmy się wytykając winy drugiego. Coś w stylu:
– Przepraszam, że nazwałam cię świnią, ale sprowokowałeś mnie! Powiedziałeś, że… 

Takie przeprosiny to nieprzeprosiny. Niby masło maślane, ale czy wiecie, że nawet w słowniku Oxforda znajduje się takie słowo jak “nieprzeprosiny“? Okazuje się, że my, ludzie, mamy ogromny problem z przepraszaniem!

Nasze przeprosiny będą miały sens i zostaną przyjęte jeśli zapomnimy o wszelkich “ale” i “jeśli”, “bo gdybyś nie…”.
Przeprosiny dotyczą nas i naszej winy. To, że zostałyśmy sprowokowane nie leży już w naszej strefie. Za to powinien przeprosić ten, który sprowokował. To powinno być na jego sumieniu i w jego intencji.
Przepraszając musimy skupić się tylko i wyłącznie na sobie i swoich winach.

Nikt nie lubi być krytykowany. Wytykanie komuś błędów jest równoznaczne z atakowaniem go. A przecież nie o atak chodzi w przeprosinach, a o pogodzenie się. Coś skrajnie odmiennego!
Jeśli w czasie przeprosin zaczniemy mówić: Przepraszam, że nazwałam cię świnią, ale sprowokowałeś mnie! Powiedziałeś, że ja nigdy …. a to istne kłamstwo! Pamiętasz jak wtedy… i wtedy…? Co, nie pamiętasz już? Pamiętasz tylko to co chcesz pamiętać! Ty nie widzisz tego co ja robię! – to wiecie co? O kant kultury takie przeprosiny.

 

Ja wiem, że przepraszanie jest trudne. Czasem trudno obnażyć się, powiedzieć co naprawdę czujemy, co naprawdę nas zabolało. Trudno jest przyznać, że tak naprawdę to my jesteśmy ta świnia i to nasza wina.
Ale wiecie, w takich chwilach warto schować dumę do kieszeni, spuścić wzrok, i kreśląc stópką półokręgi na dywanie powiedzieć: soorryy za tamto… . 

Czyż na sercu nie robi się lżej? Miłej?
Mniej słów, mniej nerwów, więcej miłości.

(Visited 1 times, 1 visits today)