Katoliki jebane w I dzień Świąt wyrzuciły psa na ulicy

I Dzień Świąt. 25 dzień grudnia. Dochodzi godzina 13. Właśnie wracamy w trójkę ze Śląska. Byliśmy odwiedzić teściów. Wspólnie zjeść kolację wigilijną, wspólnie pójść do kościoła, wspólnie śpiewać kolędy. Pojechaliśmy tam we trójkę – ja, mąż i nasz pies znajda.
W czasie powrotu do Warszawy odpalam fejsa. Scrolluję tablicę. Widzę post o psie, który błąka się po moście Siekierkowskim. Czytam komentarze.

Katoliki jebane w I Dzień Świąt wyrzuciły psa na ulicy

Wiecie, długo wahaliśmy się czy przygarnąć Czarka, naszego psa. Z jednej strony mieszkamy w bloku, w małym mieszkaniu. Dla tak dużego psa jak on – to może być męczarnia. Kilka razy w roku wyjeżdżamy też na różne blogowe konferencje – nie ma mowy byśmy zostawili go samego w domu.
Ale z drugiej strony – czy lepiej będzie psu na dworze? Niedługo miała nadejść zima. Czy te 2-3 weekendy spędzone poza domem mają zaważyć na tym, że pies będzie na ulicy lub w schronisku? Nie!
– No cóż Dawid… – będziemy musieli szukać takiego noclegu, w którym będziemy mogli być z Czarkiem. 
– A co z konferencjami?
– Będziemy musieli wyskoczyć na 2 godzinki, wyjść z nim i wrócić. 
– To co, bierzemy?
– Tak! 

I niewiele myśląc mamy nowego domownika!
Dla Czarka musieliśmy lekko przeorganizować mieszkanie. Musieliśmy dokupić dywany, bo ślizgał się na panelach. Tuż po jego wzięciu okazało się, że ma babeszjozę. Codziennie jeździliśmy z nim 20 km do weterynarza, po pracy, w godzinach szczytu poza Warszawę. Okazało się też, że problemy żołądkowe nie były wynikiem kleszcza, a wrażliwych jelit. Do końca życia Czarek będzie musiał jechać na jednej karmie, a my będziemy musieli mieć zawsze przy sobie tabletki specjalnie robione przez farmaceutę. Okazało się, że jak Czarek tylko coś poliże (nie mówiąc już o zjedzeniu) to dostanie sraczki!

 

Kiedy tak wracaliśmy z Czarkiem ze Śląska, kiedy czytaliśmy komentarze typu…:
“Katoliki jebane w I Dzień Świąt wyrzuciły psa na ulicy”
“Jebane katoliki jadą do innych katolików nawpierdalać się a wcześniej psa wyrzucają”
“Katole pierodolone. Tu psa wyrzucają, na moście żeby jakiś samochód go potrącił, a potem do kościółka idą”
“Co za popierdoleni ludzie! Żeby wypadek mieli za to co zrobili” 
…zrobiło nam się cholernie przykro!

Wiecie, już abstrahując od wszystkiego – ale były Święta. Pierwszy dzień Świąt. Większość z nas spędzała ten czas na kolacji Wigilijnej, przemierzała setki kilometrów by spędzić ten wyjątkowy wieczór z bliskimi; a kilkoro ludzi zaczęło wyzywać nas, katolików, od “jebanych” i “pierdolonych” tylko dlatego, że były Święta.
Czy ktoś wiedział, kto wyrzucił psa z samochodu? Nie.
Czy ktoś wiedział jakiego byli wyznania? Czy w ogóle w coś wierzyli? Nie.
Ktoś w Święta wyrzucił psa z samochodu – i to był powód by zwyzywać, pluć jadem, poniżać i szydzić z tych wszystkich, którzy wierzą, i którzy przygarnęli psa. Bo katoliki.

 

 

Wiecie, ja nie dziwię się, że wielu ludzi nie czuje magii Świąt. Trudno jest cieszyć się ze spotkania z bliskimi, trudno jest być szczęśliwym, doceniać co się ma, doceniać możliwość spędzenia wspólnie chwili – kiedy jest się tak okropnie przepełnionym toksycznymi emocjami. Kiedy nie potrafi się chociaż na trzy dni powstrzymać od przeklinania, od życzenia innym śmierci, od rzucania kamieniami. Od osądzania.

Jeden dzień. Czy naprawdę tak trudno na jeden dzień stać stać się człowiekiem? Jeden dzień z 365. Jeden!

(Visited 2 times, 1 visits today)