Ludzie są jak pory roku. SUM #3

Odkąd zaczęłam spisywać wszystkie cudowne chwile, tak punkt po punkcie, hasłowo, jakie wydarzyły się w danym miesiącu – byłam zaskoczona ile dzieje się dobrego w naszym nudnym praca-dom życiu. I choć poprzedni miesiąc był nudny, byle jaki, przeleciał mi przez palce – dziś wiem, że taki luty był mi szalenie potrzebny! Potrzebowałam zapaść w zimowy sen, aby jak przyroda móc się obudzić na nowo.

Ludzie są jak pory roku. SUM #3

Marzec, jak dawno żaden miesiąc, nie wprowadził do mojego życia tylu zmian. Tylu cudownych pomysłów, nowych doznań i smaków.
W marcu na nowo zakochałam się w przyrodzie. Jak nigdy do tej pory, poczułam ogromne zmęczenie miastem, hałasem z wydechów samochodowych, telewizji i jak nigdy przedtem poczułam ogromną potrzebę przebywania z przyrodą. Z naturalnością. Dlatego w naszym domu pojawiły się pierwsze makramy, naturalne drewno i len.

W marcu spełniłam jedno ze swoich marzeń z dzieciństwa i kupiłam maszynę do szycia! Plan na najbliższe miesiące – wprowadzić do domu naturalność. Uszyć swoje ściereczki do naczyń i narzutę na łóżko.

W marcu zrozumiałam, jak bardzo życie w mieście sprawia, że stajemy się uzależnieni od innych. Tracimy umiejętność przetrwania i umiejętność życia. Kiedy chcemy coś mieć – kupujemy. Nic za darmo. Nic po swojemu.
Bierzemy to, co oferuje sklep.
Gdzieś tam z tyłu głowy zaczęła męczyć mnie ta mieszczańska niezaradność i mieszczańskie uzależnienie od innych. Wydawanie pieniędzy na wszystko i na cokolwiek. Postanowiłam nauczyć się jak najwięcej rzeczy robić sama, aby móc umieć samej sobie poradzić.
Przełomowym dla mnie momentem, był wyjazd na wieś, na początku marca. Choć od dawna kocham jeździć na wieś, to tam czuję, że żyję, że odpoczywam, że jestem wolna – dopiero teraz tą wolność poczułam całą sobą.
W marcu odkryłam wodę z brzozy, którą pozyskaliśmy z własnych drzew, a którą można zamrozić. Sadziłam ząbki czosnku, zachwycałam się rosnącym już szpinakiem. Wszystko swoje – z własnego ogródka.
Niezależność.

Odrobinę tej wiejskiej niezależności postanowiliśmy wprowadzić do naszego mieszkania w Warszawie. Kontynuujemy zeszłoroczne balkonowe uprawy. Do pomidorków koktajlowych, fasolki szparagowej i papryczek chilli – doszły posiane pierwszy raz w życiu papryczki habanero i nagajolokia.

Plan na kwiecień – postawić na balkonie drewnianą kratkę, do której przymocujemy doniczki z ziołami i truskawkami.
Och, tak bardzo nie mogę się doczekać!!!

 

W marcu odbyła się też Gala Twórców, konkurs, w którym wzięliśmy udział.
To co dał ten konkurs, zaskoczyło mnie! Zaczęliście oznaczać nas na instastory i pokazywać, jak na nas głosujecie. Sami z siebie zaczęliście nas polecać pisząc tyle ciepłych słów na nasz temat. To było tak szalenie miłe, tak wzruszające, tak ciepłe – że brakło nam słów. To było jak jakaś magia, sen.
Wiemy, że treści jakie publikujemy są często trudne. Dzielimy się z Wami pewnym wycinkiem z naszego związkowego życia, pokazujemy nasze dobre i złe chwile, i na tej podstawie lekcje, jakie wyciągnęliśmy dotyczące budowania zdrowej relacji i zdrowego związku. Zdajemy sobie sprawę, że nie każdy może chcieć podzielić się swoją historią, swoim komentarzem do danego postu – bo takie pokazanie innym, uzewnętrznienie się – jest ciężkie. Często sami z tym mamy problem i zastanawiamy się czy poruszać dany temat, czy nie.
Dlatego tak bardzo miłe było zobaczyć, ile osób nam kibicuje, ile osób i kto nas poleca, i dlaczego.

Zdecydowanie: mówmy ludziom miłe rzeczy! Tak po prostu. Nawet tym, którzy z pozoru nie są z naszej bajki. Z którymi z pozoru nie mamy nic wspólnego.
W ten sposób możemy zyskać kogoś nowego, wyjątkowego w naszym życiu. Tylko musimy odważyć się zrobić ten pierwszy krok. A co najlepsze – ten pierwszy krok niczym nam nie grozi. Pisząc komuś tak ot, jakieś miłe wspomnienie z nim, pisząc mu, że pomimo, że nie mamy kontaktu, nie rozmawialiśmy naście lat, mamy o nim cudowne zdanie, miłe wspomnienia, dobrze go wspominamy – nic złego nam się nie stanie. Źle to o nas nie będzie świadczyło. Nie ma się naprawdę czego bać.

Cholera jasna, róbmy dobrze! Naturalnie dobrze.

 

Tak, marzec zdecydowane pokazał mi ludzką figlarność.
Czasem potrzebujemy ponarzekać, przeleżeć na kanapie cały miesiąc, podąsać się – aby móc odrodzić się na nowo – jak przyroda. Nabrać sił, wypuścić nowe listki pomysłów, planów i zacząć puszczać soki spełnionych marzeń.

 

Ach, zapomniałabym!
Moja pilea odżyła! Jak ją kupiłam, z chwili na chwilę zaczęła padać. Listek po listku.
W zimie podlewałam ją, stawiałam koło okna, ale nie dawałam jej zbytnio szansy na przeżycie, choć za każdym razem gdy do niej zaglądałam byłam zdumiona, że jeszcze żyje, jeszcze jakoś się ma. Dziś – puściłam kolejne nowe listki!
Ale tak to już jest – czasem potrzebujemy przeleżeć cały miesiąc, aby móc odrodzić się na nowo.

 

(Visited 89 times, 1 visits today)