TWORZYMY POZYTYWNE RELACJE W MAŁŻEŃSTWIE!
facebook
instagram6
pinterest
bloglovin
 

Młodzi na swoim nie są targetem dla polityków

Polityka ma do nas taki sam stosunek jak my do niej – bardzo ambiwalentny. Z jednej strony interesujemy się polityką, mniej więcej (choć bardziej mniej) wiemy co się dzieje w naszym kraju. Może nie znamy wszystkich polityków, nie wiemy kto od czego jest, ale zmiany, które mogą nas dotyczyć śledzimy. Wyrabiamy takie polityczne minimum.

Politycy traktuje nas podobnie. Wiedzą, że istniejemy i na tym zainteresowanie się kończy.

Młodzi na swoim nie są targetem dla polityków

W dobie ostatnich ulg, zmian i zapomóg, zaczęliśmy z mężem rozmawiać o profitach jakie teraz mają młodzi oraz rodzice.

 

Młodzi na swoim

Młodzi mogli dostać dodatek do mieszkania, tańsze mieszkanie w programie “mieszkanie dla młodych”. To był bardzo dobry program, patrząc przez pryzmat cen mieszkań i możliwości młodych. Jednak my, jak wielu, nie mieściliśmy się w wymaganiach programu. Aby pójść na swoje – sami musieliśmy na to zapracować.
Wymagania programu były różne. Nie można było posiadać dziecka, trzeba było mieścić się w odpowiednim przedziale wiekowym, nie można było mieć żadnego mieszkania na własność.
Wymagania były o tyle “dziwne”, że dyskwalifikowały osoby z malutkimi dziećmi (ale nie w ciąży), oraz dyskwalifikowały tych, których żyjący jeszcze dziadkowie, rodzice zrobili ich właścicielami mieszkania – na zaś, aby uniknąć później rodzinnych konfliktów po ich śmierci.
Poród, przezorność – skreślały młodych z dofinansowania.

 

500+

Rozumiemy, że naród się starzeje. W obecnej sytuacji, gdzie tylu ludzi wyjeżdża do szkoły za granicę, do pracy, za granicą zakłada rodziny, osiedla się – to jest duży problem. Polacy powoli opuszczają Polskę. Co zrobić aby zatrzymać tych ludzi? Dać im 500zł na kolejne dziecko.
No właśnie. Na kolejne. Tym, którym urodziły się bliźniaki – super! 500 plus na pewno się przyda! To jest dwa razy więcej pracy, wydatków w jednym czasie. Ale jeśli różnica między rodzeństwem jest rok – brawo rodzice. Macie już ubranka, macie łóżeczka, mebelki – nie musicie się urządzać. Jedyne o co musicie zadbać to pampersy i jedzonko.

 

Darmowe podręczniki i 300+

Kiedy dzieci podrosną, trzeba wyprawić je do szkoły. Fakt, tornistry kosztują. Kredki, sredki i zeszyty też. Całe szczęście, że podręczniki dla klas pierwszych są darmowe.

 

No dobra, ale co z nami? 

Ostatnimi czasy ciągle słyszymy o dodatkach na dzieci, rodziny dwudzietne i wielodzietne. Słyszymy o kolejnych pomysłach rządu na “zachęcenie” do zakładania coraz liczniejszych rodzin. Ale co z nami?

Skończyliśmy studia mając 25 lat. Jedni robili sobie roczną przerwę między studiami a pracą, a inni od razu poszli do pracy. Mało kto, z naszych znajomych, trafił na taką pierwszą pracę, w której siedziałby kilka lat, a przynajmniej 33 miesiące. 33 miesiące – tyle trzeba czekać, aby prawnie dostać umowę na czas nieokreślony.
Część z nas, młodych, po skończeniu studiów zmieniała prace jak rękawiczki. Podłapywała doświadczenie i szła dalej. Przecież, ile można być kelnerką? Czas poszukać czegoś przyszłościowego, ambitnego. W wieku 25-30 lat zbieraliśmy doświadczenie. Rozwijaliśmy się. Nie decydowaliśmy się na dziecko, bo wiemy, jak trudny jest rynek pracy. Nie decydowaliśmy się na dziecko, bo wiedzieliśmy, że za te dwie pensje nie zapewnimy mu dobrego bytu. Nie decydowaliśmy się na dziecko – bo wiedzieliśmy, że nie będziemy mieli do czego wrócić. 33 miesiące.

Kiedy więc zdecydujemy się na dziecko? Kiedy znajdziemy pracę, w której będziemy odpowiednio zarabiać, która będzie nas odpowiednio satysfakcjonować, w której będziemy dłużej niż 33 miesiące, a pracodawca będzie chciał nas zatrzymać.

Na dziecko zdecydujemy się mając 35-40 lat. Kiedy będziemy mieć taką wiedzę zawodową, takie doświadczenie, które po okresie wychowawczym pozwoli nam wrócić na rynek pracy minimalizując ryzyko bezrobocia.

 

Kiedy będziemy mieć 80 lat, nasze dzieci będą w tym samym punkcie, w którym my zaczynaliśmy powiększać rodzinę. Oni też będą myśleć o pierwszym dziecku. Oni, nie będą mogli liczyć na pomoc starych dziadków. My – jeszcze tak.

Kiedy słuchamy o coraz nowszych “dofinansowaniach” na kolejne dziecko, na jeszcze większą rodzinę – zaczynamy mieć poczucie jakbyśmy byli frajerami bez dzieci. Becikowe, wychowawcze, kasa na kolejne dziecko, kasa na wyprawkę, kasa za opiekę, emerytura za wychowywanie dzieci… . Głupi jesteśmy, że zamiast robić dzieci na potęgę i myśleć “jakoś to będzie”, my kształcimy się, zdobywamy wiedzę, doświadczenie i rozwijamy się.

My, młodzi, świeżo na swoim, z kredytem za mieszkanie – nie jesteśmy targetem dla polityków.

Latest comments
  • od kiedy przestałam oglądać telewizję żyje mi się lepiej…docierają tylko do mnie skrawki polityki…i dobrze mi z tym

  • Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia 🙂 Niestety trochę wrzucasz wszystkich z dziećmi do jednego worka. Napisałaś “Głupi jesteśmy, że zamiast robić dzieci na potęgę i myśleć “jakoś to będzie”, my kształcimy się, zdobywamy wiedzę, doświadczenie i rozwijamy się.”

    Mam 32 lata, dwie córki – 4 i 6 lat, dwa fakultety i ponad 10 lat doświadczenia zawodowego. Tak, tak – zaczęłam je zdobywać zaraz na początku studiów. To tak w skrócie. Mam mnóstwo znajomych, którzy są w podobnej sytuacji. Owszem dostajemy 500+ na drugą córkę i dostaliśmy 300+ na wyprawkę do szkoły dla starszej. Ale pamiętaj, że Ci “robiący dzieci na potęgę” bardzo często zostawiają w budżecie państwa dużo większe kwoty. Dlatego są targetem dla rządzących.

    Każdy podejmuje własne wybory i każda historia jest inna. Za chwilę wprowadzą obligatoryjną emeryturę dla matek czwórki dzieci – populizm w czystej postaci. Taki sam sposób na pozyskanie elektoratu jak 500+. Mogłabym się nad tym rozwijać, że to niesprawiedliwe dla takich jak ja – matek z jednym/dwójką/trójką dzieci, które nie dostaną takiego przywileju, a do tego w domu nie siedziały tylko pracowały. Ale po co? Skupiam się na tym, żeby było mojej rodzinie dobrze tu i teraz, żeby zapewnić córkom dobry start.

    PS. Bardzo lubię Waszego bloga, ale strasznie nie lubię generalizowania.

  • Sama prawda. Ja dodałabym jeszcze to, że między urodzeniem dziecka, a jego pójściem do szkoły, gdzie ma darmowe książki i 300 + jest kilka lat, których jednak politycy nie widzą, bo opiekunce trzeba zapłacić, a w przedszkolach miejsc brak…

A Ty co sądzisz?