damsko-męski blog o tworzeniu domu
facebook
instagram6
pinterest
bloglovin
 

Moje życie nie jest gorsze od Twojego – jest inne

Styczeń jest miesiącem podsumowań. Wielu blogerów pisze czego udało im się dokonać w minionym roku, z czego są dumni, gdzie byli, co widzieli, ile zarobili. Z jednej strony te posty nie są złe.
Z jednej strony chcemy czytać, inspirować się, zmieniać swoje życie na lepsze, na bardziej bujne. Ale z drugiej strony… – czy jeśli ja nie byłam w tamtym roku ani razu za granicą, nie zapisałam się na żaden kurs, nie zdobyłam żadnego wyróżnienia, nagrody, nie pokonałam swoich słabości i pracuję na etacie – to moje życie jest nudne? Gorsze? Nieciekawe?
Czy to znaczy, że ja nie jestem ambitna?

moje życie nie jest gorsze

Moje życie nie jest gorsze od Twojego – jest inne!

Wiecie, to nie chodzi o same podsumowania roku. Siedząc nawet w pracy, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, często słychać kto gdzie planuje polecieć. Tak – polecieć. Bo jak wakacje to tylko za granicą, tylko tam gdzie jest egzotycznie, tylko tam gdzie będą wśród palm, piramid i oceanów.

My z Dawidem nie jeździmy za granicę. Bardzo rzadko też jeździmy po Polsce. Odkąd wzięliśmy Czarka nasze plany wycieczkowe jeszcze mocniej się uszczupliły.
My jeździmy na wieś. W okresie letnim jesteśmy tam prawie co tydzień! W piątek wychodzimy z pracy, wracamy do domu, pakujemy już wczoraj przygotowane rzeczy i jedziemy.
Zdarzało się nawet, że prosto z działki potrafiliśmy jechaliśmy w poniedziałek do pracy. Byle zostać dłużej… .

Wielu ludzi tego nie rozumie. Nie rozumieją jak może nam się tam nie nudzić. Dziwią się, co my widzimy w tej wsi. Toż to dziura! Ani morza, ani plaży, ani oceanów… . Żadnymi zdjęciami się nie pochwalimy, bo czym tu się chwalić? Ale wiecie co? My właśnie na tych bździochach czujemy się totalnie wolni!
Bez presji! Kiedy nie musimy dbać o klikalne zdjęcia, o pozory, kiedy nie musimy pędzić, a naszym jedynym zmartwieniem jest, kiedy jedziemy do sklepu po coś do jedzenia i czy właściwie w ogóle musimy jechać.

Od wszelkiego samorozwoju, kolejnych kursów, kolejnych indywidualnych sukcesów – nas bardziej cieszy spokój. Lubimy włączyć film, przytulić się do siebie i tak po prostu leżeć.
Lubimy wygłupiać się, biegać po mieszkaniu i stroić głupie miny i pozy. Kochamy się w rozśmieszaniu. Może nie zdobyliśmy żadnego certyfikatu wykwalifikowanego mistrza – ale znajdujemy ogromną radość ze spędzania czasu we dwoje. Blisko. We wspólnych wyjściach z psem. Z wysyłania sobie śmiesznych zdjęć z nami w roli głównej.
Ogromną radość daje nam uszczęśliwianie drugiej osoby. Zdecydowanie większą – niż podziwianie widoków, które i tak są tylko na chwilę.

Nasze życie jest spokojne. Nasze pasje nie są ani klikalne, ani drogie, a tym bardziej nie wzbudzają zazdrości.
Ale wiecie co mnie w naszym życiu ogromnie cieszy? Co jest dla mnie takim sukcesem, taką rozpierającą dumą? – Że kolejny rok minął nam w jeszcze większym zakochaniu, na jeszcze większych głupotach, na jeszcze większych wzruszeniach i wspólnych oddechach.

Dziś w audycji radiowej usłyszałam, że jakaś sportsmenka zakończyła karierę ze względów osobistych. Jej mąż (też sportowiec) dostał kontrakt za granicą czy coś. Dziennikarz (w niedopowiedzeniu) powiedział, że pewnie porzuca swoją karierę dla męża.
W głowie już “słyszałam” te wszystkie nienawiści, hejty, ironie, że oto kolejna kobieta, która poświęca coś dla faceta.
Ale wiecie co, to jest właśnie wspaniałe w szczęśliwych związkach. Że wspólnie podejmuje się decyzje, że kończąc coś, nie czujemy, że się poświęcamy, coś tracimy.

Życzę i sobie, i wszystkim Wam by to był nasz największy sukces wart podsumowania każdego roku – byśmy wszyscy czuli, że nie ważne gdzie, ważne by razem. Byśmy dzięki miłości do siebie łatwo podejmowali trudne decyzje. Byśmy w chwilach radości nigdy nie zapominali o tej drugiej osobie. By przeszedł nas lekki smutek, że tej drugiej osoby tu nie ma i nie doświadcza tego z nami.

Wiecie, możemy ukończyć pierdyliard kursów, możemy zwiedzać i po 3 kraje w miesiącu, zarabiać na pasji i być podziwiane przez innych. Ale to wszystko jest jak większość instagramowych kont – na pokaz. To tylko ułamek. To co jest naprawdę ważne, jest tu, jest teraz i tylko dla nas.

Jeśli jesteście zapisani na nasz newsletter to już wiecie. A jeśli nie – to Wam powiem. Postanowiliśmy publikować posty raz w tygodniu. Może będziemy częściej, ale nie będzie już tak, że nowy post pojawiał się co 2 dzień.
Chcemy skupić się na sobie. Na prawdziwym życiu. Na tym co naprawdę ważne.

I w sumie od tego też Was zachęcam. Byście jednak spróbowali ograniczyć facebooki, te wszystkie grupy, w których więcej jadu i popisu niż inspiracji czy dobrego słowa.

Co by nie mówić – fajnie jest mieć swoje życie. I fajnie jest nie czuć goryczy, że w Internecie, na zdjęciach wszystko wygląda super, a w rzeczywistości nawet nie umiemy porozmawiać, trzaskamy drzwiami i żyjemy jakby osobno.

Nie dajmy się zwariować – niech czyjeś monstrualne osiągnięcia nie powodują w nas depresji ani poczucia, że jesteśmy gorsi.
Każdy z nas ma inne priorytety, innymi rzeczami kieruje się w życiu, inne rzeczy są dla niego ważne i dają mu radość. Nie zazdrośćmy ludziom ich życia. Skupmy się na swoim. Bo to nasze jest równie wspaniałe – jeśli nie lepsze.