TWORZYMY POZYTYWNE RELACJE W MAŁŻEŃSTWIE!
facebook
instagram6
pinterest
bloglovin
 

Nie chcę być utożsamiana z tą grupą społeczną!

Zawsze uwielbiałam czerwone wino i długie rozmowy, wieczorne spacery. Z fascynacją i zaciekawieniem małego dziecka słuchałam opowieści ludzi z pasją. Tym większą – im pasja była mi bardziej obca. Uwielbiałam słuchać, „przekładać” to na siebie, wyobrażać sobie czy ja bym się w czymś takim odnalazła. Uwielbiałam próbować nowych rzeczy i wyciągać z nich lekcję.

Kiedyś, przechadzając się po centrum handlowym, zobaczyłam stoisko z przepięknymi rzeczami. Okazało się, że wszystko było w pół ręcznie robione, techniką decoupage. Zakochałam się w niej bez pamięci! Spędziłam trzy dni na oglądaniu różnych filmików na ten temat, aż w końcu kupiłam cały ekwipunek! Milion farb, pędzli, drewnianych chusteczników, pudełek, niciarek… . To było coś niesamowitego! Robiąc jedno pudełko schodziło mi się nad nim kilka godzin. Wspaniale było móc się przy tym wyciszyć, odciąć od świata, problemów. Być samemu ze sobą.

Do dziś lubię takie robótki. A co by było gdybym postanowiła dołączyć do miłośników rękodzieła?

zero waste

Nie chcę być utożsamiana z tą grupą społeczną!

Na studiach dużo uczyliśmy się o gospodarce żywności. Uczyliśmy się ile z roku na rok marnuje się jakiej żywności. Uczyliśmy się jak marnować mniej. O możliwościach przekazywania żywności na cele społeczne pisałam pracę magisterską. Szczęśliwa byłam, że powstało wiele grup, w których mogę dzielić się pomysłami na niemarnowanie, z których mogłabym czerpać nawet nie inspirację, ale motywację do kontynuowania swojej przygody. W której, tak jak ja, byli ludzie zainteresowani problemem marnowania. Przebywając w tych grupach zobaczyłam, że problem ogólnego marnowania przedmiotów – jest ogromny! Dużo większy niż mi się zdawało. Zaczęłam czytać o tym co się dzieje z foliówkami, plastikiem, ile generuje się niepotrzebnego plastiku! Uśmiechałam się sama do siebie, gdy czytając postępy w zero waste ludzi, zdawałam sobie sprawę, że u mnie w domu od zawsze tak się robiło. Tata od zawsze chodził z koszykiem na zakupy, zamiast brać 30 torebek. Od zawsze luzem do wózka wkładał owoce i warzywa – zamiast chować wszystko do oddzielnych torebek. Często też kupował produkty lokalne.

Cieszyłam się, że to, czym ludzie są teraz zachłyśnięci ja wyniosłam z domu.

Ale nie chcę być kojarzona z tą grupą społeczną! 

Nie chcę by ludzie myśleli, że jestem zero waste’owym świrem! To nie są ludzie, z którymi chciałabym być utożsamiana. Jestem ogromną zwolenniczką świadomego życia. Życia zgodnie ze swoimi zasadami, pasjami, potrzebami. Chciałabym, aby idąc na zakupy ludzie zastanowili się, czy faktycznie potrzebują tych foliówek. Może faktycznie wystarczy jedna duża wygodna torba? Może faktycznie lepiej kupić ryż sypany, niż 4 woreczki po 250 g? Może faktycznie zamiast kupować soki jednodniowe, lepiej będzie kupić marchewki i ukręcić sok samemu? Chciałabym żeby ludzie sami dochodzili do takich wniosków, niż byli obrażani.

Obrażani? Tak! Kiedy przeczytałam na jednej z grup, że ci co jedzą mięso są hipokrytami w tym całym zero waste, zrozumiałam, że tego już za wiele! To jest ponad moje nerwy i siły. Chcę żyć po swojemu! Chcę robić tyle, na ile jestem gotowa, na ile mogę. Chcę robić. Chcę! Ale nie chcę być przy tym obrażana ani wyzywana. Nie chcesz jeść mięsa? To nie jedz. Ale nie zmuszaj mnie do jego rzucenia. Nie obrażaj mnie, bo nie chcę z niego zrezygnować. Daj mi żyć moim życiem.

Fascynował mnie ruch zero waste. Ale nie chcę uczestniczyć w wyścigu do miana tego naj – co najmniej marnuje, najmniej wyrzuca, najmniej ma, najmniej kupuje, najwięcej robi sam. Chcę żyć po swojemu. Chcę sama decydować o tym, z czego zrezygnuję, a z czego nie. Chcę czuć się dobrze podejmując takie decyzje. I nie chcę otaczać się ludźmi, którzy oceniają mnie przez pryzmat tego w jakim opakowaniu kupuję mleko. Mleko – no tak, ono też jest złe – przez zero waste’owców i tu zostałabym skrytykowana, czy ja w ogóle wiem jak się produkuje mleko? Zostałabym pouczona, że nikt nie potrzebuje pić mleka, prócz noworodków. Uch, koszmar! Sio wampiry ode mnie! Dajcie mi żyć po mojemu! Dajcie mi otaczać się ludźmi, którzy są serdeczni, którzy rozumieją, że nie wszyscy musimy być identyczni, dla których ważne jest to jakim jestem człowiekiem, a nie co jem, co mam, na co mnie stać. Nie chcę otaczać się ludźmi, którzy będą oceniać każdy mój zakup. Nie chcę otaczać się toksycznymi ludźmi. Chcę otaczać się ludźmi z pasją, którzy mają jasno postawioną granicę między swoim, a moim życiem. I nie będą ingerować w moją wolność. Chcę się otaczać ludźmi, którzy widzą we mnie człowieka, a nie idee.

Wiecie, martwi mnie to, że za szlachetnymi gestami, za wielkimi ideami – potrafi stać tyle nienawiści, szyderstwa, agresji. Żałuję, że osoby, które dopiero dowiadują się o tym nurcie, o tym, że można żyć bardziej świadomie – uciekają!
Wielu mówi, że zero waste to ideologia, że bycie less waste to kpina i pobłażliwość. Że tylko zero waste ma sens. A ja się zastanawiam – gdzie w tej ideologii miejsce na drugiego człowieka? Na szacunek do człowieka? Na naukę?
Przecież dobry maratończyk też zaczynał od chodzenia przy meblach, niezdarnego stawiania pierwszych kroków, a po dwóch robił bęc na pupę. Każdy z nas uśmiercił kilka roślin nim nauczył się jak o nie dbać. I nie każdy z nas jest w stanie zrezygnować ze swojej rutyny, przyzwyczajeń, które dają mu poczucie bezpieczeństwa.

 

Latest comments
  • Bardzo ciekawy wpis. Uważam, że lepiej być dobrym przykładem dla innych, swoją postawą zachęcimy do zmiany zachowań prędzej niż krzykami. Na samym początku tak się zachłysnęłam tą całą tematyką ZW, że trajkotałam o tym za dużo, aż w końcu ktoś zwrócił mi uwagę, ale nigdy nie krytykowałam nikogo za to, że np.: pije wodę z dzbanka filtrującego. Mięsa nie jadłam od trzech lat i przenigdy nie atakowałam nikogo za jedzenie mięsa. I w drugą stronę, nie lubię kiedy ktoś zaczyna mnie atakować za weganizm, że to nie jest zdrowe, że ludzie od zawsze jedli mięso etc. Nikomu się w talerz nie powinno zaglądać. Ludzie mają prawo jeść mięso, nie jeść nabiału, śmiecić, być super ekologicznym lub mieć w nosie przyrodę. Mogę mieć inne zdanie na jakiś temat i się z tym nie zgadzać, ale wojowaniem i wyzywaniem nic się nigdy nie zyska.

  • Świadomość czegoś a zastosowanie tego w praktyce to też dwie różne rzeczy. Wynajmując mieszkanie niestety nie mam tyle miejsca żeby trzymać wszystkie sprzęty niezbędne do robienia własnoręcznych produktów np. świeżych soków. Kupowanie produktów w opakowaniach jest niestety konieczne jeśli do tego ma się ograniczoną ilość miejsca w szafkach czy w lodówce. Jakkolwiek byłabym zwolenniczką takich działań, tak w praktyce nie zawsze mogę to zastosować, staram się chociaż nie brać właśnie wspomnianych 10 toreb w sklepach tylko kupić jedną solidniejszą i zabierać ją ze sobą lub pakować w szmacianą shopperkę. Jestem za takimi ruchami i grupami społecznymi, ale wszystko z umiarem 🙂

  • Ponad miesiąc temu zainteresowana ideą zero waste dołączyłam do 2 facebookowych (najprawdopodobniej głównych) grup dotyczących tego podjeścia do życia. Muszę przyznać, że z tygodnia na tydzień, z każdym kolejnym postem typu: (zdjęcie z lady sklepowej jakieś randomowej osoby i jej zakupów zapakowanych w foliówki) a pod nim lawa hejtu…itp. tak jak szybko załapałam bakcyla na punkcie stylu ZW tak szybko zaczęłam nabierać dystansu do ludzi utożsamiającymi się z nim. Ngdy nie pojmę tego jak łatwo ludzie na ślepo kreują z siebie samych tych super-poprawnych co mogą oceniać innych – postępujących inaczej. Od lat jestem wege i ten sam schemat obserowałam na grupach dotyczących diety bezmięsnej, przez co żyłam w przekonaniu, że są wśród osób wege zwykli ignoranci, którzy uważają się za lepszy bo ich dieta jest inna. Myślałam, że to taki wyjątek, jednak okazuje się, że wszędzie można spotkać takich ślepych ludzi, zapatrzonych w swoje JA. Dlatego uważam, że najlepiej jest podchodzić do do wszystkiego z dystansem i obserwować z boku niż siedzieć w tym po uszy. Z tych wszystkich grup (facebookowych jak i społecznych) czerpię inspiracje do podejmowania świadomych zmian w swoim życiu jednak nie utożsamiam się z jej członkami i wolę odłożyć łatkę „ZW” czy „WEGE” do szuflady… i po prostu żyć w spokoju.

  • Odcinanie się i nieutożsamianie się z ideą zero waste, bo są ludzie którzy wypaczają ideę i doprowadzają ją do ekstremum nie jest najlepszym posunięciem. Gatekeeping był i zawsze będzie, ale odcinanie się od ruchu społecznego, którego sama idea jest Ci bliska, nie sprawi, że ruch ten się naprawi. Feministki do babochłopy bez chłopa, a wegusy naplują Ci do talerza a zerowastowcy to ekoświry. Tym tekstem niejako utwierdzasz dwie z wyżej przytoczonych „obiegowych opinii”. Rozumiem, że czasem ma się dość nienawiści, szyderstw na grupach i ludzi niepotrzebnie bijących pianę. Też tak mam. Ale myślę, że bardziej konstruktywne jest działanie na rzecz ruchu, by móc ograniczyć widzialność i wpływy szydzących, pozbawionych kultury i empatii ekstremistów.
    Jestem feministką. Jestem wegetarianką zmierzającą do weganizmu. Jestem less waste i zero waste. I nie zamierzam się odcinać się od ruchu zero waste, dlatego że czasem kupię paczkę chipsów w praktycznie w Polsce nierecyklingowalnym opakowaniu, albo dlatego że ktoś w internecie oburzył się na kogoś za to, że chce pić napój ze słomki. Podobnie rzecz ma się z feminizmem i weg*nizmem.

  • Jestem zapisana do kilku grup Zero Waste i przyznam, że zaczynają mnie wkurzać niektóre posty tam zamieszczane. Kilka przykładów: „Jak się czujecie z tym, że wymieniacie szczoteczki do zębów na bambusowe, a codziennie jeździcie autem/jecie mięso/pijecie mleko/kupujecie przez internet?”. Nie każdy potrafi zachować przy tym kulturę wypowiedzi i czasem padają dość dosadne słowa pełne pogardy dla tych, którzy to mięso jedzą czy używają auta. Niektórzy wprowadzają zmiany w życie stopniowo i fajnie byłoby otrzymać wsparcie na początku swojej drogi zamiast wyrzutów i ostrej krytyki.

  • Ja się w 100% zgadzam i chyba nawet wiem, która to grupa, bo również do niej należę. I mam świadomość, że nigdy nie zmieszczę swoich śmieci do słoika, a ze względów zdrowotnych moja dieta ma i mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego jak mleko, sery czy jajka. To ja wyznaczam granicę zmian i nie chcę być do czegoś zmuszana, dlatego też nie wypowiadam się w tematach mięsno-mlekowych na tym forum.

      • Ostatnio byłam na wykładzie o zero waste, wykład koncentrował się aby pokazać co to właściwie jest. Bardzo sympatyczna prowadząca, nic nie było o mięsie. Proste trypowe patenty aby chodzić na zakupy bez foliówek itp.
        Na końcu było pytanie do każdego uczestnika co wyniósł z wykładu. Wszystko spoko aż trafił si jeden gość, który mocno spóźnił się na wykład (co dla mnie oznacza brak szacunku i niestety to była osoba, która nie wie co to szacunek) Na pytanie co wyniósł z wykładu zaczął oskarżać prowadzącą że powinna powiedzieć o transporcie, który tworzy ślad węglowy itd oraz że nie było nic o mięsie a przecież jeśli jesz mięso to nie ma sensu Twoje ograniczanie śmieci. Mega mnie ten facet zniechęcił i zastanawiam się po co się tam pojawił, bo chyba tylko po to aby pokazać, że nie tylko w internecie potrafi hejtować.
        Każdy ma swoje życie, cenię ludzi którzy zwracają uwagę na naszą planetę, ale niech każdy patrzy na siebie a nie wytyka innym wg niego jedyne słuszne racje.
        Też nie chcę należeć do tych ludzi pełnych jadu.

  • Masz racje. Moim zdaniem te wszystkie ruchy Vegan, Zero Waste itd czesto powstaja z potrzeby mody. „Naleze do tej i tej grupy, jestem eco” to taka ludzka natura pochwalic sie czyms przed innymi na forum. Ja mam swoje eco i zero waste w domu i zyje tak, bo lubie, a nie ze moda, wiec wrzuce na ig fotke koszyka wiklinowego, bo to trendy.. 🙂

A Ty co sądzisz?