Nie wymagam od ciebie mężu wierności

Rozmawiacie czasem z małżonkiem co by było gdyby? Co by było gdyby, na przykład, jedno z Was zachorowało? Stało  się niedołężne, warzywem, zostałoby sparaliżowane i wymagało stałej opieki?
My ostatnio odbyliśmy z Dawidem taką rozmowę. Bodźcem do jej przeprowadzenia były komentarze różnych kobiet na jednym z for Internetowych. Chciałam poznać Dawida zdanie na to konkretne zjawisko. Zastanawiałam się, czy tylko dla mnie to co czytam jest abstrakcją, czy może jest jeszcze nadzieja i ktoś myśli podobnie!
W przeciwieństwie do kobiet z Internetu – mój mąż mnie nie zawiódł!

Długo zbierałam się do napisania tego postu, a wszystko dlatego, że w głowie mi się nie mieściło to co czytałam. Nie wiedziałam jak przekazać Wam absurd sytuacji i nasz pogląd.

Nie wymagam od ciebie mężu wiernościNie wymagam od ciebie mężu wierności

Zapytałam Dawida co sądzi o takim zachowaniu: facet ma żonę, która wymaga stałej opieki. W trakcie choroby żony facet poznaje inną kobietę. Facet deklaruje nowej kobiecie, że nie odejdzie od żony bo ta jest chora i musi (chce) się nią opiekować bo ją kocha; ale równocześnie spędza z nowo poznaną kobietą mnóstwo czasu i deklaruje, że i nową bardzo kocha.

W pierwszym odruchu Dawid powiedział: kocha dwie na raz? Nie da się! Jak miał napięcie to mógł iść na dziwki, a nie szukać sobie nowej baby.

Zaczęliśmy rozmawiać o tym co byśmy czuli, co uważamy. Byliśmy całkowicie zgodni: tu nie chodzi o przysięgę małżeńską, ani żadne “w zdrowiu i chorobie”. Jesteśmy małżeństwem bo się kochamy. Bo kochaliśmy się przez wiele lat! To, że jedno nagle zachorowało, wymaga stałej opieki i nie jest w stanie współżyć – nie znaczy, że mamy szukać darmowego seksu. Bardzo spodobały mi się słowa Dawida, który, w przeciwieństwie do kobiet z Internetu, nie spłycał małżeństwa do seksu i obniżania napięcia seksualnego.

Wyobrażacie sobie dbać o drugiego, myć go, karmić, dbać o jego psychikę – a później wyjść, zabawić się i jak gdyby nigdy nic wrócić do małżonka, spojrzeć w oczy i okazać troskę? Tak po prostu: nakarmić, napić, przewinąć, dać całusa w czółko i zostawić samą, a samemu pójść się bawić? Miałybyście odwagę spojrzeć swojemu mężowi po tym wszystkim w oczy i tak cały czas?

 

Część kobiet pisała, że nie ma, nie chce mieć i nie wymaga od małżonka “wyłączności na penisa”. Pisały, że to dobrze, że on się nią opiekuje. Pisały, że kiedy same były chore i uprawiały seks raz na dwa/trzy miesiące (!) myślały nad tym, by chłopakowi (bo nawet nie mężowi) zaproponować by ten poszukał sobie kogoś do seksu. Bo przecież wszyscy wiemy jak “seks w życiu każdego człowieka jest ważny” – nie ważne z kim, byle był! “Bo to normalna potrzeba”.

I tak zastanawialiśmy się z Dawidem czytając te komentarze: jaka potrzeba jest silniejsza od opieki nad żoną? Jak dużo większym priorytetem dla człowieka musi być seks od miłości by chodził do obcego?

To dla nas było nie do pomyślenia! Staraliśmy się zrozumieć – więc po co ci ludzie są ze sobą? Czym dla nich jest związek? Są ze sobą by w czasie choroby mieć darmowego sanitariusza? Pielęgniarza? Kogoś kto będzie podtrzymywał cię przy życiu w większej lub mniejszej godności? Tylko co to za godność gdy mąż jest ale innej.
Czy do tego potrzebny jest nam jakikolwiek związek? Czy w ogóle można nazwać jeszcze związkiem (oraz związkiem małżeńskim) relację, w której on się nią tylko opiekuje, a kocha inną?

Czy naprawdę kobiety są aż tak wyzwolone. że ani ich ciepli, ani mrozi czy mąż właśnie kogoś ma na boku?

Nie uwierzę, jak któraś powie mi, że jest ze swoim facetem bo to jej najlepszy przyjaciel i tylko to się liczy.

Ta jedna osoba staje się naszym partnerem, naszym mężem bo łączy w sobie wszystkie te cechy: jest sanitariuszem – kiedy trzeba, jest przyjacielem – kiedy trzeba, jest kochankiem – kiedy trzeba. Obnażamy się przed tą jedną osobą fizycznie i psychicznie. Gdyby chodziło tylko o seks, gdyby chodziło tylko o głębokie rozmowy nocą, gdyby chodziło tylko o pielęgnacje – nie zwieralibyśmy związków, tym bardziej, niczym najwięksi hipokryci, nie brali byśmy ślubów kościelnych – tylko dalej trwali w poligamii: ten od seksu, ten od rozmów a ten sanitariusz. I z żadnym nic by nas nie łączyło. Bo nie da się zbudować jakiejkolwiek większej relacji – nie mogąc w pełni ufać i polegać. Nie da się stworzyć więzi tylko na jednym temacie. W takim wypadku to jest tylko i wyłącznie kierowanie się prymitywnymi odczuciami.

Nawet jak macie jakąś koleżankę, z którą możecie szczerze i otwarcie, bez tajemnic i strachu rozmawiać na jeden temat – to nie jest wasza przyjaciółka. To jest po prostu jedna osoba, z którą rozmawiacie na jeden temat. Kiedy temat się skończy, kiedy to co was łączyło przestanie istnieć – nie będziecie kolegować się z nią z obowiązku. Ta znajomość po prostu przestanie istnieć.

Może właśnie po tym poznać kim dla drugiej osoby jesteśmy w związku – gdy nastąpi jakaś zmiana, czy to choroba, bezwład, impotencja – czy nadal przy niej będziemy. Okaże się co dla nas było tak naprawdę ważne i było fundamentem związku.

I proszę, nie mówcie mi o jakiejkolwiek więzi, uczuciu, zaangażowaniu i emocji jeśli jesteście ze sobą dla konkretnej korzyści. Jeśli spłycacie związek do ulgi podatkowej – to jak by nie patrzył – jesteście ze sobą dla kasy.

I wiecie, po raz kolejny przekonałam się, że nie da się wyjść z trudnej relacji z partnerem, gdy słucha się rad innych toksycznych kobiet, i w nich szuka aprobaty. Nie nauczymy się tworzyć zdrowej relacji z facetem – gdy same staramy się być nazbyt liberalne, nazbyt nowoczesne i nazbyt świadome. Gdy staramy się być bardziej męskie w męskich poglądach od samych mężczyzn.

Często słyszę narzekania, że prawdziwych facetów już nie ma. A po co mają być? Dla kogo? – Gdy same kobiety sprawiają, że wszelkie piękne wartości i idee są o kant kultury potłuc.

(Visited 8 times, 1 visits today)