TWORZYMY POZYTYWNE RELACJE W MAŁŻEŃSTWIE!
 

Piękniejszego bym sobie nie wymarzyła

Mówi się, że nasza wyobraźnia jest nieograniczona. Mówi się, że możemy marzyć o wszystkim! Że dobrze jest mieć marzenia, bo ta nasza rzeczywistość… – szkoda gadać. A marzenia? Wyobraź sobie siebie w idealnym dla Ciebie domu, z idealnym wnętrzem, z bogactwem roślin, pięknym psem, wspaniałym mężem, którego zazdrości Ci każda kobieta a i nie jeden mąż chciałby taki być. Taki zaradny, przystojny, wzbudzać zazdrość.
Wyobraź sobie swoje idealne życie – te podróże, te zakupy, to żyje się tylko raz.

A teraz otwórz oczy, rozejrzyj się i pomyśl, jak bardzo jesteś nieszczęśliwa. Jak bardzo Twoje życie odbiega od marzeń… .

Piękniejszego bym sobie nie wymarzyła

3 lata temu
Mieszkamy razem, choć o wspólnym zamieszkaniu nigdy tak nie rozmawialiśmy. Dawid przyjeżdżał do mnie, widywaliśmy się raz na jakiś czas. Jak odległość pozwoliła, jak obowiązki pozwoliły. Raz zostawił u nas swoją bluzę – mieszkałam w wówczas z rodzicami. W koszu na brudne ubrania zostawił koszulkę. Miał do nas przyjechać za dwa tygodnie – zostawił więc szczoteczkę do zębów.
Któregoś razu przyjechał z komputerem. I już nie wyjechał.
Nigdy nie rozmawialiśmy z moimi rodzicami o tym czy Dawid może się do nas wprowadzić. Nie rozmawialiśmy jak to pogodzić, jak to zrobić, jak rozwiązać. Spać razem czy oddzielnie? Tradycyjnie czy nowocześnie? Co planujemy? Czy mamy w ogóle plany?

2 lata temu
Kupiliśmy mieszkanie. Z nudów chodziliśmy oglądać jak się buduje nasze mieszkanie. Nie wierzymy. Nie tak to sobie wyobrażaliśmy. Czy w ogóle człowiek wyobraża sobie takie decyzje? Czy człowiek wyobraża sobie ten proces, ten czas, etap?
Po prostu nastał czas.

2 lata temu Dawid zabrał mnie na spacer. Z nudów chodziliśmy oglądać jak się buduje nasze mieszkanie. Była jesień. Wiał wiatr.
– Dawid wracajmy już, zimno jest… .

Następnego dnia siedzę przy komputerze w szlafroku i turbanie na głowie. Po kąpieli byłam. Dawid kuca obok mnie i mówi jak bardzo mnie kocha. Jak bardzo jestem dla niego ważna. Długo mówił, aż łzy mi poleciały.
– Nie wygłupiaj się! Co to za oświadczyny? Ja w turbanie, szlafroku – to nie jest romantyczne.
– Masz rację –
powiedział i wstał.

Następnego dnia siedzę przy stole. Po obiedzie byliśmy. Dawid ugotował rybę. W całym domu był zapach ryby… . Podszedł do mnie i zapytał czy zostanę jego żoną.
– Pewnie, że tak… . – Odpowiadam dalej patrząc w telewizor. Przytulam go wciąż siedząc na krześle.

Dawid wyszedł z pokoju. Za chwilę wrócił z pierścionkiem.
Przez myśl mi nie przeszło, że ten chciał się oświadczyć. Nie tak wyobrażałam sobie zaręczyny.

 

Drugi listopada dwa tysiące osiemnastego roku

Siedzimy na łóżku w naszym mieszkaniu. Dokładnie w tym, które tak chodziliśmy oglądać z nudów. Jak dwa lata temu wiał wiatr i zbierało się na deszcz. Jak nigdy, przed trzema laty, siedzimy w pokoju pełnym roślin. Pełnym nas.
Choć nie ma tu naszych fotografii, widać nas. To wspólnie namalowany obraz, to litery z drewna z naszymi imionami. Jego imię jest sklejone – raz nam upadło na podłogę. Ale nie widać tego.
Siedzimy na łóżku w naszym mieszkaniu. Oglądamy film, który polecili nam przyjaciele. Fajny serial. Niby luźny, niby nie.

– Dawid, przyniesiesz mi pierścionek? Jakoś tak pusto mi na palcu. – Proszę go.
Poprzedniej nocy spadł mi z palca pierścionek zaręczynowy. Zauważyłam to dopiero w pracy. Taki dziwny nawyk mam, że jak się nad czymś zastanawiam, bardziej się skupiam, to bawię się kamieniem z pierścionka. Tak sobie nim kręcę jakbym pięciozłotówkę przez wszystkie palce chciała przepuścić. Dawid znalazł go rano pijąc kawę.

Przyniósł go. Wyciągnęłam rękę po pierścionek, ale nie dał mi go. Mąż kucnął przede mną z pierścionkiem. Jak on się tu zmieścił między łóżkiem a stolikiem? – Zdziwiłam się. Przecież ledwo pies się tu mieści. Śmieszne. Oglądam film dalej.

Drugiego listopada Dawid oświadczył mi się drugi raz. Nie kucał. Uklęknął. Trzymając pierścionek, który codziennie noszę na palcu, mówił jak bardzo jestem dla niego ważna. Jak kocha. Jak dużo i bardzo. Jak na zawsze. Jak nigdy osobno. Jak jest szczęśliwy. Spokojny. Jak lepiej nie mógł sobie wymarzyć.
Popłakałam się. Jak zwykle. Jak zawsze.

 

 

Potrafię wyobrazić sobie różne rzeczy. Potrafię wyobrazić sobie mój duży dom, choć nie wiem po co mi duży dom. Potrafię wyobrazić sobie, że mam dom z basenem, choć ja nawet nie umiem pływać. Potrafię wyobrazić sobie jak podróżujemy po świecie – choć dłużej niż 4 dni w jednym miejscu zaczynają nas nudzić. A najlepiej – to jest nam na wsi. Na spacerze. Na huśtawce. Na skarpie nad wodą, na tym okropnie różowym kocyku niepasującym do niczego, prócz do siedzenia na skarpie.

Potrafię wyobrazić sobie wiele imponujących i przesadnych rzeczy. Ale swojego życia – piękniejszego bym sobie nie wymarzyła.

Czasem słyszę pomysły kobiet o odnowieniu przysięgi małżeńskiej. Słyszę, jak chciałyby tą uroczystość zorganizować. Najlepiej na wyspie. Najlepiej w altanie. Ze słowami napisanymi przez siebie. Byłyby zdjęcia i zazdrość, i drinki bezalkoholowe – bo to też jest teraz modne… .

A my drugiego listopada siedzimy w naszym mieszkaniu. Dokładnie w tym, które tak chodziliśmy oglądać z nudów. Siedząc w szarych dresach oglądamy film, który polecili nam przyjaciele. Fajny serial. Niby luźny, niby nie. I odnowiliśmy przysięgę. Piękniejszego życia nie mogłam sobie wyobrazić.