Przerwa w związku jest jak równanie matematyczne z deltą

Odkąd pamiętam bardzo lubiłam matematykę i szalenie jej nie lubiłam. Nie lubiłam jej bo nie była kreatywna. Tu nie mogłam zatrzymać czasu, nie mogłam pozwolić sobie na ekstrawagancję i łamanie wszelkich zasad. Nie było mowy o przecinku w złym miejscu, choć w matematyce, co niektórzy woleli nazywać go koma. Pięć koma siedem, trzy koma dziewięć. Tak dorośle to brzmiało. Koma.
Nie lubiłam matematyki za zasady. Za prawa równa się lewej. Za wszystkie pogubione iksy i te igreki równe zero. Ach, i zapomniałabym – miejsce zerowe to nie punkt – to argument. To taki argument, dla którego wartość funkcji jest równa zero – jak amen w pacierzu!

A później przyszła delta.

Przerwa w związku jest jak równanie matematyczne z deltą

A później przyszła delta. Przyszły trudniejsze zadania i bardziej czasochłonne. Zadania, które wymagały wysiłku, zastanowienia się, pomyślenia. I kiedy ja się poddawałam, kiedy miałam już dość i miałam ochotę rzucić tym zeszytem o ścianę – przychodził mój tata. 194 cm człowieka siadało na moim łóżku i spokojnie mówiło:
– Asia, pokaż brudnopis. Pokaż jak rozwiązywałaś.
I ja wtedy dawałam mu te pomiętolone strzępki kartek wygrzebane z kosza i spod biurka. Wraki moich nieudolnych starań.

Siedzieliśmy tak razem na łóżku, bo na łóżku z podkulonymi nogami najlepiej rozwiązywało się trudności, i jak w związku w czasie kłótni przewracałam oczami, gdy ten tłumaczył mi krok po kroku zadanie. Niby to wszystko wiedziałam, ale stres – bo to praca domowa na jutro była, ale zmęczenie i czas robiły swoje. Każda moja próba rozwiązania tego samego zadania kończyła się tym samym niezauważanym przeze mnie błędem.

Później polubiłam matematykę. Polubiłam ją za czujność i dokładność. Za porządek. Za logikę i brak miejsca na emocje. Polubiłam ją za zasady i te ciche podpowiedzi jakie mi dawała. Wystarczyło tylko dobrze to rozegrać… . Zadać kilka pytań, coś sprawdzić na boku. I w sumie wiadome już było czy miejsc zerowych będzie jedno, czy dwa.

Mój zeszyt od matematyki nie był już tak chaotyczny. Wszystkie turkusowe liczby stały gęsiego, jedna pod drugą. Każdy minus, każdy plus brały liczby na dystans. Już żadna jedynka nie zamieniała się w czwórkę, a i tak się zdarzało – gdy ten nieszczęsny minus trochę jakby za blisko był.

Przerwa w związku jest jak równanie matematyczne z deltą. Kiedy zadanie nam nie wychodzi, kiedy ciągle i ciągle otrzymujemy zły wynik – czasem dobrze jest pieprznąć tym wszystkim o ścianę i krzyknąć “w dupie to mam, najwyżej dostanę jedynkę”, i pójść zająć się sobą.
A później wrócić do zadania i zacząć na nowo. Z czystą kartką, z nabitym turkusowym tuszem piórem. I zmywaczem do pióra – obowiązkowo! Bo na pewne rzeczy lepiej jest czasem przymknąć oko.
I na nowo przeanalizować co poszło nie tak. Bez mocji sięgnąć do zasad. Sprawdzić, czy coś nie było za blisko, niedokładnie, coś nam się nie wydawało.

A jak już się załapie o co chodzi, jak człowiek zapamięta, że raz jest minus przed pierwiastkiem z delty a raz plus, i że iks jeden może być równy minus trzy, a iks dwa i sto (!), i jak zapamięta, że te iksy wcale nie muszą być identyczne, i że wcale nie są żadnymi swoimi połówkami, i mają prawo do bycia sobą o ile trzymają się zasad – wtedy już jesteśmy w domu.
A nie ma lepszego miejsca jak dom.

(Visited 23 times, 1 visits today)