TWORZYMY POZYTYWNE RELACJE W MAŁŻEŃSTWIE!
facebook
instagram6
pinterest
bloglovin
 

Urządzić samemu, czy zatrudnić architekta wnętrz?

Gdy tylko kupiliśmy mieszkanie, usłyszeliśmy: na waszym miejscu wynajęła bym projektanta wnętrz. On Wam pomoże! 

Hola, hola, w czym ma nam pomóc? Mieszkanie jeszcze nie jest wybudowane. Deweloper zatwierdził nasze poprawki. Mało tego, dając poprawki musieliśmy wstępnie wiedzieć, gdzie, co będzie stać – przecież trzeba pociągnąć rury i kable.

Projektant pomoże Wam z doborem mebli – jakie wybrać i gdzie postawić, by było funkcjonalnie, pomoże z doborem kolorów ścian, dywanu. Pomoże wybrać dodatki.

starówka_5

Dawid od razu skreslił pomysł z wynajęciem projektanta. Ja sobie nie dam rady?! Mi się nie uda urządzić mieszkania? – Ach te męskie podejście. Przewróciłam oczami. Projektant był mi całkowicie obojętny. Ale później zaczęliśmy jeździć po sklepach. Dawid pokazywał mi fotele, szafki kuchenne, płytki i panele. Jego zaangażowanie i pasja, z jaką podszedł do naszego mieszkania, uświadomiło mi jedno: to będzie NASZE mieszkanie.

Powody, dla których nie zatrudnimy projektanta:

1. Czas
Projektant jest dla ludzi, którzy nie chcą tracić czasu. Którym nie chce się jeździć po sklepach, przeglądać ofert, wynajdować na własną rękę nietypowych mebli i rozwiązań. My ten czas mamy.

2. Przyjemność
Nie odmówiła bym sobie przyjemności, jaką jest wybieranie tych wszystkich mebli i pierdół, dodatków do swojego mieszkania. Nie oddała bym tego w niczyje ręce, za nic w świecie! Czasami, gdy jesteśmy w sklepie i oglądamy meble do kuchni, bardziej cieszy mnie widok Dawida, niż tego co oglądamy. Patrzę na niego i widzę to zaangażowanie i pasję.  Cieszy mnie jego widok biorącego metrówkę, główkującego czy szafka na tej wysokości będzie odpowiednia. Gdy oglądamy dywany i ja się jakimś zachwycę, on rzuca: powodzenia w czyszczeniu! – szlag mnie trafia równie wielki, co pojawiający się rogal na mojej buzi. No ma rację!

3. Pomysł i wizja
Mamy. Oboje mamy wizję i pomysł na to mieszkanie. Problem polega na tym, że nasze wizje są totalnie odmienne. Tak różne jak jak nasze charaktery. Ale to powoduje, że dużo rozmawiamy. Dyskutujemy. Przekonujemy się wzajemnie do pomysłu drugiego. Szukamy alternatyw i kompromisów. Dzięki temu poznajemy swoje gusta, rozwijamy się, dowiadujemy się o istnieniu rzeczy i rozwiązań, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Z każdym krokiem stajemy się coraz odważniejsi. I coś, co na początku wydawało nam się okropne, dziś jest naszą podstawą do urządzenia reszty.

4. Zaufanie
“Nie widzisz tego?! Jak możesz tego nie widzieć?! Ja to widzę! Będzie idealnie!” – tak zazwyczaj Dawid frustruje się, gdy ja nie potrafię wyobrazić sobie jego wizji. No bij zabij – nie potrafię! Ale on zapewnia. I przekonuje. Nie pozostaje mi nic innego, jak zgodzić się na jego rozwiązanie. I tylko krzyżuję palce by było dobrze!
Projektant zapewne pokazał by nam wizualizację. Nie miała bym wtedy wątpliwości, co do efektu końcowego wystroju wnętrza. Ale podoba mi się to zaufanie jakie do niego mam. do niego i jego szaleństwa. Jeszcze nie jesteśmy małżeństwem, ale takie sytuacje sprawiają, że czujemy się sobie bliżsi. A w najgorszym wypadku, ściany będzie malował jeszcze raz 😉

5. Nasze mieszkanie
To główny powód, dla którego nie zdecydowałam się na zatrudnienie fachowca. Zależy mi na tym, by mieszkanie było nasze. Oddawało nas. Nie musi być idealne. Wazon może nie pasować do zasłon. Ale to będzie wazon wybrany przez nas. Bo taki mieliśmy kaprys. To mieszkanie będzie zlepkiem naszych pragnień. Nie musi być całe nowoczesne i designerskie. Ja się kocham w drewnie i starych meblach. Dawid lubi kształty i wzory. Ja bym mogła mieć cały dom w patchworku, a on urządzony minimalistycznie.

6. Ciekawość
Zwyczajnie jestem ciekawa, co też nam z tego urządzania wyjdzie. Nie będzie żadnych wizualizacji. Będzie pełno kurzu i bałaganu. Najpierw pomalujemy ściany, później położymy listwy i panele. Zamontujemy drewniane żaluzje, i może właśnie wtedy okaże się, że wybrane przez nas meble nie pasują. Albo że ściany za ciemne. Dawidowi ręce opadną na samą myśl, że znów wszystko do malowania.

7. Duma
Ostatniego dnia remontu, po wytarciu z kurzu stołu, odkurzeniu podłóg – otworzymy sobie zimne piwko i uwalimy się na kanapie! I z dumą będziemy patrzeć na to, co nas będzie otaczać. Na to co zrodziło się w naszej głowie, ewoluowało w trakcie robót i stało się rzeczywiste.