Zero waste – moda dla mieszczuchów?

Choć myśli, które chcę zawszeć w tym poście, krążą w mojej głowie już od kilku dni, wiąż nie wiem jak zacząć ten post. Jestem rozdarta między miejskim “tak powinno być”, “tak powinnaś zacząć bo…”, a wiejskim spokojem, wiejskim “to natura dyktuje co i jak”.
Więc, może korzystając z tego, że właśnie jestem na wsi, zacznę tak jak podpowiada mi natura, przyroda, spokój.

Zero waste – moda dla mieszczuchów?

Dzień zaczął nam się bardzo spokojnie – jak to na wsi, jak to na urlopie. Zaparzyłam poranną kawę w turce, zarzuciłam na siebie spodnie od dresu i kurtkę, i wyszłam z psem przed dom.
Wczoraj pierwszy raz w tym roku skapnęła na nas kropla soku, który puszczają brzozy. Nawierciliśmy więc w pniach drzew otwory i podłożyliśmy pod nie butelki. Przez noc nazbierało nam się pięć litrów soku! W czasie jak parzyła się kawa – pozlewałam do plastikowego baniaka sok.
Sok z brzozy jest bardzo delikatny w smaku. Jeśli ktoś go nigdy nie pił, powiedziałby, że ta woda jest jakaś dziwna, gęstsza. Ale nie jest zła. Najbardziej sok z brzozy smakuje z plastrem cytryny.

Po śniadaniu i kawie wyszliśmy zbierać szyszki – też do plastikowego pojemnika. Pojemnik ma chyba pęknięte dno, ale kogo to obchodzi? Przecież akurat używamy go do zbierania szyszek, które posłużą nam później za rozpałkę do pieca.
W domu na wsi nie mamy kaloryferów. Grzejemy się drewnem, które wrzucamy do wielkiego, kaflowego pieca razem z szyszkami, korą, która odpadła z drzew i małymi gałązkami.
Ach, uwielbiam siedzieć przed piecem, patrzyć w ogień i nasłuchiwać dźwięków pękających szyszek i drewna.
I choć wiem, że ogień nie ma dźwięku, a ten cichy szum to tylko dostające się do środka powietrze, to lubię myśleć o ogniu jakby miał swoją własną melodię. Może to właśnie melodia domowego ogniska?

 

Kiedy jesteśmy na wsi, jedną z naszych ulubionych przekąsek są ziemniaki z ogniska. Kiedy robimy ognisko, czasami stawiamy na nie taką żeliwną konstrukcję, na której gotuje nam się jedzenie.
I choć wiem, że brzmi to śmiesznie, a może nawet absurdalnie, ale… skoro mamy już ognisko, ogień – to szkoda byłoby go zmarnować. Możemy ugotować na nim buraki, z których później zrobimy przetwory.

I właśnie kiedy przygotowywałam dzisiaj obiad, zaczęłam się zastanawiać ile śmieci, i jakie śmieci generujemy. Mamy plastikowe opakowania po makaronie i ryżu. Szkła nie mamy. Papieru też nie. Jedyny papier jaki generujemy, to ten, po rolce papieru – ale nie wyrzucamy go. Na wsi i on znajduje swoje zastosowanie. A odpady organiczne – codziennie wyrzucamy do kompostownika.
W sezonie letnim, kiedy możemy zbierać plony z naszego ogródka, prawie w ogóle nie robimy zakupów i nie generujemy śmieci. Mało tego, tych wszystkich pomidorków koktajlowych i fasolki szparagowej nie ma już kto jeść, tyle tego jest.
Tylko nabiał trzeba kupić i chleb na rynku. I mięso – od zaprzyjaźnionego rzeźnika.

 

I kiedy dziś wracaliśmy ze spaceru, a była już pora obiadowa, zaczęłam zastanawiać się, jak to jest z tym zero waste? Na forach internetowych ludzie przekrzykują się, rzucają obelgami, wyśmiewają, krytykują, zniechęcają do marnowania mniej, a na wsi?
Tu nikt nie krzyczy. Dla nikogo nie jesteś hipokrytą bo jesz mięso. Mięso to energia. Energia do pracy, do wysiłku. Do tego by mieć ładnie na swoim podwórku. Tu nikt nie krzyczy, że używasz plastiku zbierając szyszki czy drewno na opał. Bo czy w czasie przymrozków widział to kto, aby chodzić z metalowym wiadrem?

Na wsi, dni nie mijają nam na kłótniach, na udowadnianiu swojej racji, na pokazywaniu kto tu jest mądrzejszy, lepszy, bardziej PRO. Nie mijają nam na upokarzaniu, wyśmiewaniu i wywyższaniu się.
Tu dni mijają nam na spacerach. Na czytaniu książki. Na siedzeniu przed domem w zimowej kurtce i zimowej czapce, i wystawianiu twarzy do słońca; słuchaniu ptaków i na rozmowach. Na tworzeniu relacji i tworzeniu więzi. Na byciu sobą. Tą prawdziwą sobą. Tą sobą, która nie musi się przejmować ani bać, czy za chwile ktoś jej czegoś nie wytknie, nie skrytykuje, nie powie nieproszony czegoś niemiłego. Bo tu ludzie nie żyją w internecie, tylko na dworzu. Tu nie udają kogoś kim nie są i przed nikim nic nie muszą udowadniać. Także przed sobą.
I tak niczego przyrodzie nie udowodnimy. Ona zawsze będzie kilka kroków przed nami.

I za to kocham wieś – za brak mody na mieszczańskie fanaberie. Za pilnowanie swojego podwórka. Za spokój i własny rytm.

Ale za parę dni znów będę musiała wrócić do miasta.
Tylko wiecie co? Tym razem ze wsi przywiozę ze sobą coś więcej niż pięciolitrowy, plastikowy baniak wody z brzozy. Tym razem wrócę z myślą, która pojawiła w czasie zbierania szyszek na opał – nikt, kto żyje w mieście, nie ma najmniejszego prawa krytykować kogoś za to, jak mało robi dla środowiska. 

Życie w mieście, nasza miejska wygoda, miejskie podążanie za byciem PRO, miejska żądza pieniądza i potrzeba bycia lepszym – jest najgorszym ruchem przeciw naturze.

Hipokrytą nie jest ten, kto będzie kilka lat, kilka razy używał tego samego pojemnika z plastiku, będzie korzystał z plastikowych dóbr współczesnego świata w rozsądny sposób. Hipokrytą będzie ten, kto grzejąc tyłek z centralnego ogrzewania, oglądając telewizję z nudów czy słuchając muzyki z radio jako brzęczyka, bo za cicho mu coś w tym wygłuszonym miejskim bloku – będzie krytykował innych.

Nikt nie jest ani lepszy, ani gorszy w swoich ruchach zero waste. Każdy ma po prostu inne priorytety, inny tryb miejskiego życia, inne potrzeby. Dla kogoś życie bez radia, telewizji to chleb powszedni. Dla kogoś samochód to zbędna rzecz. A inny – nie wyobraża sobie życia bez samochodu. I nie jest w tym nic złego. Każdy człowiek to inna historia i inna codzienność. Tu nigdy nie będziemy równi w swoich możliwościach. Ale też nie będziemy lepsi, ani gorsi.

 

Do domu wrócę bogatsza o myśl: niech każdy robi tyle, ile może, ile potrafi, ile wie. Zmieniajmy swoje nawyki, czerpmy inspirację z rytmu życia na wsi, ale nie wchodźmy w czyjeś życie jak do siebie. Inspirujmy do zmian – tylko tyle róbmy.
Pokazujmy możliwości bez wydawania opinii.

Czyż nie tak brzmiały te piękne słowa: Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie?

 

Zdecydowanie – inspirujmy. Tak jak inspiruje nas natura. Dawajmy przykład, ale nie zmuszajmy i nie wyśmiewajmy. W końcu wybraliśmy wygodne życie w mieście… .

Zero waste nie powinno być mieszczańską modą. Nie powinno być przepychanką kto bardziej, kto więcej. Zero waste powinno być szacunkiem do natury. I to ten szacunek powinniśmy na nowo w sobie obudzić.

Jak to mówi mój Tata: grabie grabią w obie strony – nie tylko do siebie.

 

A tymczasem mykam ubrać botki, zimową kurtkę i czapkę, i lecę na spacer – dopóki jeszcze jest widno… .

(Visited 466 times, 1 visits today)