TWORZYMY POZYTYWNE RELACJE W MAŁŻEŃSTWIE!
 

Co się u nas zmieniło po zaręczynach

Gdy byliśmy parą niezaręczoną, często śmialiśmy się, że nam zaręczyny nie są potrzebne. Gdy wybraliśmy się na jednodniowy wypad do Zakopanego, kiedy spędzaliśmy ten czas totalnie zajęci sobą, rozmowami, zwiedzaniem, chodzeniem bez celu i gadaniem o wszystkim i o niczym… – doszliśmy do wniosku, że to już czas. Czas na nas. Na wspólne zamieszkanie. Wspólne życie. O historii naszyc
h niby zaręczyn w Zakopanym możesz przeczytać o tu.

Później Dawid wprowadził się do mnie i oświadczył mi się tak oficjalnie. I wiesz co? Wbrew pozorom, ku mojemu zaskoczeniu – zmieniło się wszystko!

 

pierscionek zareczynowy

My

Przede wszystkim zmieniło się nasze podejście do nas. Powoli bo powoli, ale zaczęliśmy oswajać się z narzeczony, przyszła żona. Z początku było dziwnie. Przez cały okres narzeczeństwa dojrzewaliśmy do decyzji o ślubie, do jego planowania, organizowania. Do tej poważnej i odpowiedzialnej decyzji o wspólnym życiu. Jasne, Dawid wprowadził się do mnie, porzucił swoje dotychczasowe życie w Zabrzu – ale w każdej chwili mógł spakować walizki i wrócić do domu.

Zbliżyliśmy się do siebie.

Zaręczyny zdecydowanie sprawiły, że zaczęliśmy inaczej na siebie postrzegać. Nie przejmujemy się już drobnostkami. Kiedy jedno warknie, ma zły humor, nie przejmujemy się tym. Jesteśmy zaręczeni. Planujemy ślub. Byle zgrzyt nie powoduje u nas strachu, że zaraz się rozstaniemy. Dzięki zaręczynom potrafimy też być wobec siebie bardziej empatyczni, mamy więcej zrozumienia do siebie. Nie mamy już takich oporów w mówieniu tego, co myślimy. Nie krępują nas żadne pytania. Planujemy ślub. Już nie ma tajemnic. Nie ma strachu, wstydu, niepewności. Zaraz stworzymy naszą małą, dwuosobową rodzinę – będziemy sobie najbliższymi ludźmi na świecie. Czego mielibyśmy się wstydzić czy bać?

zareczyny

Rodzina nas nie lekceważy

Kiedy byliśmy parą, rodzina nie do końca w nas wierzyła. Ot, dziewczynka z gimnazjum, później liceum romansuje sobie z synkiem ze Śląska. Mało kto widział naszą przyszłość wspólnie. Część osób traktowała ten związek jak kaprys, fanaberię. Przelotny romans gimnazjalistki.

– Minie Ci – mówili. 
– Kwestia czasu aż o sobie zapomnicie.
– Znalazłabyś sobie kogoś tu na miejscu! A nie jakieś cyrki odstawiasz! Mało tu chłopaków?!

Zaręczyny sprawiły, że bez pardonu widzą w nas dorosłych ludzi. Ludzi, którzy wkraczają w związek małżeński, w dorosłość, podejmują odpowiedzialne decyzje, idą na swoje. W ich oczach i podejściu nie jesteśmy już dziećmi.

Wygłupiamy się bardziej

Zawsze lubiliśmy się wygłupiać, ale po zaręczynach robimy to częściej. Jesteśmy bardziej szczęśliwi. Nie boimy się, że się skompromitujemy w oczach drugiego. Krzywe spojrzenie na zachowanie drugiego nie powoduje, że zamykamy się w sobie, cofamy. Wręcz przeciwnie! Popychamy się do śmiałości, do odwagi, do swobody! I tak czasami śpiewamy razem, choć na mój głos ponoć Dawidowi uszy więdną. Ale robimy to! Śpiewamy razem w samochodzie, na koncercie i nie dbamy o nic! Czujemy się wolni! Dużo bardziej wolni, niż przed złożeniem sobie obietnic wspólnego życia.

Weryfikacja

Otrzymanie pierścionka to pewna weryfikacja. Wtedy zaczynasz na prawdę myśleć, czy z tym gościem naprawdę chcesz spędzić resztę życia. Cholera, to już poważna sprawa! Przyjęłaś pierścionek, więc teraz czas na konkrety – podpisanie dokumentów. Poznałam kiedyś chłopaka, który był zaręczony. Był. Po kilku miesiącach narzeczeństwa rozstali się. Wiedzieli, że zaręczyny to taka kolej rzeczy. Żyli ze sobą już długo, mieszkali razem, było im dobrze. A kiedy przyszedł czas na poważne kroki – nie chcieli tego. Było im wygodnie, było im fajnie ale nie widzieli siebie razem za 15 lat. My się widzimy – i jestem o tej przyszłości szalenie przekonana!

skomentuj-1