Od luźnej rozmowy do spełnienia marzeń #SUM 4

Odkąd zaczęłam prowadzić luźne zapiski z najważniejszych wydarzeń danego miesiąca, nie mogłam uwierzyć jak dużo pozytywnych chwil jest w naszym życiu. Uwierzyliśmy do tego stopnia, że codzienność to tylko praca-dom, że przestaliśmy zauważać tego co najważniejsze – tego co między domem a pracą, w chwilach dla nas.
Sprawy zawodowe do tego stopnia zawładnęły naszymi umysłami, do tego stopnia zaczęliśmy w myślach pracę do domu przynosić, że zapomnieliśmy pomyśleć o nas. O naszej przyszłości, naszej pasji.

Aż pewnego chłodnego, kwietniowego dnia, siedząc z tatą na działce w kurtkach zapięci na ostatni guzik, z czapka na głowie bo uszy marzną, wystawiając twarz do słońca, które próbowało przebić się przez jeszcze zimowe niebo, tak luźno zaczęliśmy sobie rozmawiać… .

Od luźnej rozmowy do spełnienia marzeń

Rozmawialiśmy o górskich szlakach turystycznych, choć miłośnikami gór nie jesteśmy. Zaczęliśmy rozmawiać o imprezach, choć żadni z nas królowie parkietu. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, co daje ludziom szczęście – co nam daje szczęście, co lubimy, jak chcielibyśmy by wyglądała nasza codzienność.
I bez dwóch zdań mogę powiedzieć – to była najlepsza rozmowa mojego życia!

 

Maszyna do szycia

W kwietniu kupiłam maszynę do szycia! Spełniłam swoje marzenie z dzieciństwa, choć w dzieciństwie nigdy nie szyłam. Ale moim marzeniem od zawsze było zrobić sobie dom. Móc uszyć sobie poduszki takie jakie ja chcę, a nie jakie oferuje mi sklep. Móc robić swoje zasłony, swoje narzuty na łóżko i pościele.

Kupiłam maszynę do szycia i zaczęłam szyć swoje woreczki na żywność! Takie woreczki, które nie tylko będą spełniały swoją funkcję, czyli umożliwiały mi zakup “drobnicy” bez używania plastikowych siateczek, ale także będą ładne, estetyczne, naturalne.
A kiedy już uszyłam kilka woreczków – przyszedł czas na zakup własnych metek! Eksplozja szaleństwa, radości, wisienka na torcie spełnienia marzeń!

Zmiana myślenia i ubierania

Kwiecień wywrócił mój sposób myślenia do góry nogami. Zakochując się w naturalnych surowcach: w drewnie i lnie, w bawełnie – przestałam zachwycać się tym, co oferują sieciówki. Z uśmiechem na ustach mijałam wzrokiem tytuły maili mówiące o rabatach i promocjach.
Zakochałam się bez reszty w naturalności i teraz tylko tego szukam! Bawełnianych bluzek, bawełnianych sukienek i skarpetek… . To jest mój cel na najbliższe lata – wymienić szafę. Pozbyć się tego w czym już nie chodzę, co sztuczne – a zastąpić tym co naturalne, wyprodukowane w Polsce.
Zdecydowanie od prestiżu marki bardziej pokochałam pasję i odwagę do zrobienia czegoś swojego.

 

Firma i polskie marki

Kwiecień nawinął nam pomysł otworzenia własnej nierejestrowanej firmy, działalności gospodarczej. Luźna rozmowa zaowocowała całym biznes planem! Od słów rzuconych na wiatr, od bredzenia trzy po trzy, od snucia nierealnych planów – do działania!
Postanowiliśmy otworzyć sklep zbliżający do przyrody. Przez ostatni miesiąc pokazywałam Wam co się w nim znajdzie, a już w maju sklep ujrzy świat. Ujrzycie Wy!

W sklepie znajdą się:
Len – woreczki na żywność w dwóch kolorach: granatowo-szarym i beżowym i w trzech rozmiarach
Bawełna – makramy, które niesamowicie ocieplają wnętrze (!) zrobione na naturalnym drewnie
Drewno – podkładki z drewna, świeczniki, plastry.

Większość komponentów, które używamy do produkcji naszych wyrobów pochodzą z Polski – głównie z Łodzi. Z łódzkiej manufaktury mamy nici do szycia worków i metki. Od Warszawiaków – bawełnę na makramy.
Chcemy by w naszym sklepie było jak najwięcej Polski i natury! Aby było domowo.

 

Dwa razy Z

W kwietniu i nasz związek rozkwitł. Nie wiemy co się stało, co się w nas takiego zmieniło, ale zmieniło się bardzo dużo! Dużo więcej się śmiejemy, dużo więcej wygłupiamy. Jesteśmy szczęśliwsi; bliżsi sobie.
Może to zasługa Zabrza?

Ach, bo jak święta to i Zabrze! W kwietniu odwiedziliśmy teściów z okazji Świąt Wielkanocnych. Pogoda była przepiękna, więc większość czasu spędziliśmy na dworze – na spacerach po działkach i po osiedlowych uliczkach. Na rozmowach, planach i wygłupach. Na wspólnym chodzeniu za rękę i w objęciu.

W kwietniu też więcej razy pytaliśmy się “czy wszystko w porządku?”. Może to właśnie to pytanie dało nam tyle radości w tym miesiącu?
Cieszę się, że jesteś szczęśliwy. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa.

Sypialnia

Koniec kwietnia to początek remontów! W końcu wzięliśmy się za przemalowanie sypialni, co okazało się nie lada problemem. Pokrycie granatowej farby białą przypominało walkę z wiatrakami. Ile razy malowaliśmy pokój – 5? 6? Już sama nie wiem.
Pozbyliśmy się w końcu ciemnych żaluzji, a zastąpiliśmy je lnianymi zasłonami. Tymi zasłonami – które sami, własnymi rękami cięliśmy i skracaliśmy!
Obrazy roślin zastąpiły słomiane kapelusze. A i abażur się zmienił.

A co będzie dalej? Zobaczymy w maju.

 

To zabawne jak często wydaje nam się, że w naszym życiu nic się nie dzieje.
Marzec faktycznie był dla nas byle jaki, jakbyśmy żyli w jakimś letargu. Ale wiedzieliśmy, że i taki miesiąc jest potrzebny – na odpoczynek, na zebranie sił, na przetasowanie tego co się kłębi i przygotowanie miejsca na nowe. Ale za to kwiecień… – ach, kwiecień! Kwiecień obudził nas do życia. Przyniósł dużo nowego i dużo dobrego.

To był zdecydowanie szczęśliwy miesiąc, choć niby tak wiele się nie wydarzyło.

 

 

A jak Wasze podsumowanie miesiąca?
Jak Wam minął kwiecień?
Co się w Was zmieniło w kwietniu?

 

 

 

 

(Visited 146 times, 1 visits today)